To zwykły przypadek jest?

Czy też może znowu moje czepialstwo wynika z tradycji komunistycznych. Oto bowiem kolektyw muzyczny Foo Fighters wydał właśnie swój siódmy album studyjny o nazwie Wasting Light. Płyta ponoć świetna (która płyta Grohla nie jest ponoć świetna?) i w ogóle jest fantastycznie. A okładkę płyta ma taką oto:


Z tego co zdołałem wyguglać w necie, to chyba przypadek nie jest. Po prostu Dave Grohl z chłopakami odwołuje się w pewien sposób, a może wspomina pewną kapelę z lat 60 – tych. Kapela nazywała się Love, a w 1967r. wydała fantastyczny album zatytułowany Forever Changes.

Podobieństwo okładek od razu rzuciło mi się w oczy. Płyta Love jest jedną z najlepszych płyt tak zwanej psychodelicznej rewolucji. Arthur Lee, lider zespołu, sporo wtedy pobierał narkotyków, a nagrywając tę płytę był święcie przekonany, że jest to ostatni jego album. Że potem umrze. Nie wiem skąd wzięła mu się taka psychoza, ale na album wpłynęło to niesłychanie mobilizująco i to po prostu słychać. Więcej nie będę się rozwodził. Foo Fighters kompletnie odpuszczam, bo to nie moja para kaloszy, ale Love sobie nie odmówię.

Reklamy

8 uwag do wpisu “To zwykły przypadek jest?

  1. Z Foo Fighters jest taki problem, że najlepsze są ich teledyski (pomysłowe, z humorem). Muzyka tej kapeli jest, delikatnie mówiąc, średnia. Grohla najbardziej cenię za projekt Probot i za bębnienie na „Songs For The Deaf” Queens Of The Stone Age.

    Okładka, oczywiście, zerżnięta.

    Co do zespołu Love, to przyznam, że znam słabo. Zresztą, nie przepadam za psychodelią. Pierwsza płyta i pierwsze single Pink Floyd – tak, to jest to! Niektóre płyty Hawkwind z lat 70tych – jak najbardziej jestem na tak 🙂 Ale nigdy nie odczuwałem podniecenia słuchając np.: Grateful Dead.

  2. Foo Fighters w ogóle nie lubię. Queensi owszem, ale wolę Rated R, jeszcze bez Grohla. Probota nie słuchałem. Skojarzyłem okładki, bo czytałem reckę w Teraz Rocku i mi od razu się Love przypomniało. Love uwielbiam.

    Psychodeliczny rock jest naprawdę bogaty. Fakt, to trzeba lubić, ale jednak więcej tam rzeczy w stylu Grateful Dead niż Pink FLoyd. Posłuchaj sobie Love i pierwszej płyty kapeli Red Crayola. Pisałem o tym jeszcze na Salonie:

    http://lubczasopismo.salon24.pl/poetry/post/293632,zapomniane-ogniwo-psychodelicznej-rewolucji

  3. Leci trochę Sydem Baretem, ale ja się nie znam. Dla mnie to angielskie lsd wymieszane z ich flegmatyczną dystynkcją.

  4. Kurcze, to amerykańska kapela jest… Czy ja wiem czy Sydem? Syd był bardziej akustyczny, szarpidrucki. To jest album, który razem z Sgt Pieprzem i Pet Sounds Beach Boysów orkiestrę do rocka wprowadził. Barett był bardziej minimalistą.

  5. Inspirować to się mogli, ale zangielszczyć? Toż amerykańce już zangielszczone od dawien dawna. No a LSD to międzynarodowa „frakcja”, to psychodela wszędzie była. Fajne czasy te lata 60 – te, bo Baretta też uwielbiam 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s