Nadużycie

Jestem taki zmęczony. Pot zalewa mnie całego, jest mi gorąco, a jednocześnie dygoczę z zimna. Serce kołacze mi bez przerwy, zaraz chyba wyrwie mi żebra. Ciągle coś mnie swędzi. Oczy przekrwione, krople nie pomagają. Nie śpię. Chyba. Drżę, tylko nie wiem czy z zimna. Drgawki tak potworne, że nie sposób wytrzymać w pozycji stojącej. Siedzącej też nie. Ciągły pot, kąpiel nie pomaga, zbyt gorąca lub zbyt zimna. W lustrze nie mogę siebie poznać, zaraz rozwalę to blade szklane odbicie. Ciągle słyszę karetkę pogotowia. Ktoś puka do drzwi, otwieram, „Nie otwieraj!” ktoś krzyczy, kto? Rozglądam się, nikt. Otwieram. Nie ma nikogo. Ktoś puka. Jak? Drzwi przecież otwarte. Śnię, muszę śnić. Ale szczypię się i boli jak cholera! Zresztą wszystko boli non stop, najbardziej łepetyna, ciężka taka, więc to nie może być sen. Sen by tak nie wykańczał fizycznie. Cały drżę, mam ochotę na papierosa, ale nikotyna nie smakuje. Wymioty. Który to raz już dzisiaj? Znowu zerkam w lustro i boję się swojego oblicza. Blade i wychudłe. Spojówki przekrwione. Ktoś puka. Nie! Kurwa! Nikt nie puka. Nie wytrzymam, położę się, mam gorączkę. Nie mogę leżeć. Serce wali jakbym właśnie przebiegł maraton. Padam na łóżko. Wszystko boli, wszystkie mięśnie. Ktoś puka. Nie! Kurwa! Nikt nie puka. Próbuję coś poczytać. Literki się rozjeżdżają. Co ja gadam, rozjeżdżały się wczoraj i dwa dni temu, dziś tańczą. Nie mogę ich w ogóle dostrzec. To znaczy, dostrzec mogę, ale nie mogę rozpoznać. „B” chyba szczerzy się do mnie, otwierając swoje brzuszki. To chyba „B”. choć może „R”. Wygląda dość groźnie. Nie ma sensu czytać dalej, nie ma sensu nawet próbować, ręce bolą od trzymania książki. Szlag mnie zaraz trafi, myślę o tylu rzeczach naraz, o czym myślałem przed chwilą? Nie wiem, nie pamiętam, a może pamiętam i wciąż o tym myślę. Boli głowa, brzuch. Zjadłbym coś, ale wszystko smakuje jak ziemia. Muszę coś zjeść. Nie mogę. Nawet woda jakaś metaliczna. Muszę pić, zmuszam się. Znowu wymioty. Dłużej tego nie wytrzymam, w tym tempie drgawki wykończą moje mięśnie, odwodnię się na śmierć. Nie wytrzymam. Dłużej nie wytrzymam. To już trzeci dzień bez muzyki.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Nadużycie

  1. Muzyka jak narkotyk? Czyżby przymiarki do twórczości własnej nieblogerskiej? Choć jak się miewa kaca giganta jest podobnie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s