Nirvana, RATM i Jack White

To właściwie wszystko. Taki wniosek na temat ostatnich 20 lat w muzyce rockowej nasuwa się  z lektury czołowego rockowego pisma w Polsce Teraz Rock. Teraz Rock obchodzi dwudziestolecie istnienia i z racji tego odbyła się rozmowa z udziałem Kazika Staszewskiego, Muńka Staszczyka, Titusa i Wojciecha Waglewskiego na temat ostatnich 20 lat w rocku. Strasznie to dziwne, szczególnie słowa Wagla o tym, że tworzenie przez Krawędzia (The Edge’a) kompozycji na bazie efektów gitarowych jest „chore”. Nie bardzo rozumiem dlaczego chore i mam od razu ochotę rzucić w stronę Wagla słowem „kłamiesz”, ale się powstrzymam. Chłopaki ogólnie kręcą nosem na wszystkie komputerowe repetycje riffów, sample, cyfrową produkcję itd., a mnie od razu staje przed uszami „Tomorrow Never Knows” Bitli i w ogóle cały Sierżant Pieprz, no ale The Beatles to kapela popowa jak twierdzi Wagiel.

Nie bardzo rozumiem sens takiej dyskusji, bo nikt z nich nie ukrywa, że nowości już nie bardzo słuchają, ale nie przeszkadza im to formułować kategorycznych ocen pod kątem rocka współczesnego. Dziwi mnie to i jednak trochę żenuje. Kiedy pojawia się taka dyskusja jaki powinien być rock, że riff, że na 100%, że bez poprawek, że na żywca itp., to zawsze powinny się pojawic jakieś definicje. No bo jak to tak? Cały rock ma byc taki? Wszystkie style? Metal też? W końcu Titus też tam jest. Dlaczego kurwa? Co to tylko Jack White? A może ktoś lubi pętle? Może ktoś lubi elektroniczne eksperymenty, może ktoś lubi dłubaninę w studiu? Że nie rock? Bo co, bo Wagiel mówi, że nie? Bo Kazik mówi, że ostatnio to RATM, ale on to mało nowości słucha. No dżizas kurwa. To tak jakbym ja zaczął się wypowiadać o najnowszych filmach Woody Allena, z tym że widziałem tylko te stare.

Takie dyskusje są po kant dupy potłuc, bo zawsze przebiegają wg schematu „kiedyś to lepiej było”. Opowieści z serii „Jak hartowała się stal”. Spoko, wszyscy się starzejemy, ale każdy ma swoje emocjonalne przejścia podczas słuchania muzy, z reguły wiążą się one z wiekiem młodym, a kategoryczne stwierdzenia co jest, co nie jest, a co powinno być rockiem są dobre jako gadki starych kumpli przy wódzie. Lubię, owszem, ale właśnie dlatego, że lubię się spotkać z kumplami przy wódzie. I tyle. Do poważnej dyskusji na temat kondycji muzyki, warto jednak trochę posłuchać, bo bez tego robi się zabawnie. I żałośnie.

Reklamy

33 uwagi do wpisu “Nirvana, RATM i Jack White

  1. I się nie chce nowości słuchać, rodzinę trzeba utrzymać i koncert grać, a to czasochłonne. No i słuszna uwaga o młodzieńczych fascynacjach, jak wejdzie w czachę to i nie puści, zresztą na starość wszyscy robią si ę konserwami, nie ma jak John Peel.

  2. Bardzo fajny wpis, czytałem komentowaną dyskusję i generalnie mam takie same odczucia jak Ty.

    Jeszcze jedna konotacja – cytat „To tak jakbym ja zaczął się wypowiadać o najnowszych filmach Woody Allena, z tym że widziałem tylko te stare.” świetnie koreluje z najnowszym filmem Allena „Midnight In Paris”, który opowiada, że przesadna tęsknota za tym co było kiedyś i mówienie „kiedyś to były fajne czasy, wspaniała sztuka i w ogóle życie” jest bez sensu. Bo wtedy zatracamy zdolność postrzegania tego co teraźniejsze, a co za tym idzie, rzeczywiste.

    BTW „Teraz Rocka” – Red Hoci płytą miesiąca. Omajfakingod!

  3. @bojadżijew – tam jedynie Titus powściągliwy, bo on nie ukrywa, że nosa nie wyściubia poza pewne rzeczy, a resztę ma dupie. Mówi wprost, a pozostali dorabiają teorię. irytujące. Mogli zaprosić jakiegoś młodego wilczka, choć pewnie by go zjedli. W ogóle dobrze, że Nirvanę pamiętają i Jacka White’a kojarzą, bo przecież ich młodość to lata 70, 80. Szkoda, że o tym nie podyskutowali 😉

    @wmichael – ten nowy Allen jest dziwnie reklamowany: „najbardziej kasowa komedia Allena”. Kurcze, jeszcze go nie widziałem, a już wszyscy widzieli i zapłacili. Głupio mi 😀

    Anthrax to Bojadżijewa półka bardziej, ja pewnie sobie odpuszczę, chyba że któryś z was podrzuci do recenzji.

  4. @dawrweszte

    Z tym nowym Allenem jest o tyle zabawnie, że choć faktycznie jest to jeden z najbardziej kasowych jego filmów ostatnich lat to nie jest to „jego najbardziej kasowa komedia”. Ale w reklamie przecież nie chodzi o prawdę. Zresztą, jako fan Allena, uważam, że film zasługuje najwyżej na ocenę 6/10. Ale biorąc pod uwagę to, że ostatnio koleś kręci słabe albo bardzo słabe filmy to jest nieźle. Z ostatniego dziesięciolecia podobało mi się tylko „Vicky Cristina Barcelona”, ale to ze względu na moje uwielbienie dla Barcelony oraz Scarlet Johanson i Penelopy Cruz 😉

    [dyskusja terazrockowa]

    Zabawny jest Waglewski, który po 20 latach grania pierdół przypomniał sobie, że jest rockmanem. Nagrał co prawda ostatnio 2 dobre płyty z Voo Voo, ale to nie zmienia fazy, że teraz chrzani farmazony o riffach i bzdety o Bitelsach. Muniek to zatrzymał się w rozwoju w 1843 roku,. Co do Titusa to wiadomo, że on ma swój świat i resztę ma gdzieś. W sumie słusznie. Kazik od kilkunastu lat powtarza, że po pierwszej płycie RATM nic go już nie zaskoczyło, więc można było się spodziewać co powie. Tymona powinno do tej rozmowy zaprosić. Albo, tego, no, jak mu tam… Tego co chędożył był artystkę rockową Dodę. Szatanistę tego, Holocausto się nazywa, czy cuś takiego?

  5. Nergal to by trochę o metalu przynajmniej poopowiadał, bo Titus to swoje klimaty ma i tyle. Kazik mówi wprost, że on mało słucha, pewnie jak zwykle Zacier i Dr Iry. Zajebista awangarda. A te dwie ostatnie płyty Voo Voo to mi się średnio podobają, ostatnia juz prawie w ogóle, a kiedyś byłem niezłym pałkarzem Wagla, łykałem wszystko. Wagle wszystkie są zagłaskana, od Wojciecha po Fisza i Emade. Wszystko pięknie, cacy, och, ach. Ja z ostatnich paru płyt Voo Voo to Z Kobietami lubię, bo tam sporo Martusewicz się udzielał, nieźle namieszał na tej płycie, potem Wagiel odzyskał prym i tak tłucze rockowe riffy. Mnie nudzi, bo na dłużsżą metę, Jack White też jest nudnawy. Są pewne rzeczy zajebiste, ale tak dłużej to męczy. O Allenie to ja mało. Vicky Cristina widziałem, jeszcze Wszystko Gra i jakiś późniejszy o podobnym koncepcie, ale teraz juz się zgubiłem dawno.

  6. [Wagiel]

    A ja nie lubię płyt Voo Voo pomiędzy „Zapłacono” a „Samo Voo Voo”. Oczywiście na każdej z płyt są lepsze i gorsze kawałki. Podobają mi się 2 ostatnie, bo są rockowe. Tak po prostu. Płyta „…z kobietami” wywołała u mnie senność, zresztą tam śpiewała Anna Maria J., artystka, która wywołuje u mnie torsje. Tzn. kontakt z jej „tfurczością” działa na mnie negatywnie. Co do pozytywnej medialnej oceny Waglewskich to masz rację. Nawet jak nagrają coś słabszego to i tak jest zachwyt vide Kim Nowak (przeciętne, takie na 3+ maksymalnie, a krytycy się rozpływali w superlatywach).

  7. Se-Wagiel-niech-se-mówi-(se), niby mi człowiek nic nie zrobił, ale w mojej grupie na studiach to co drugi „wuwu dziwko” był i do dziś jak słyszę cokolwiek o tym gościu, to mnie skręca.

    „Teraz Rocka” nie czytam, w ogóle nie kupuję prasy (lack of time, argh), więc cała afera przeszła niepostrzeżenie, ale Twoje podsumowanie trochę mnie rusza. Chociaż, jak tu piszesz że kręcą nosem na nowości, to nasuwa się wniosek że nie że nie lubią, tylko że im się nie chce/nie potrafią czegoś takiego osiągnąć.

    Trochę takie bycie staromodnym rockmanem się kłóci z piciem piwa w reklamie, chyba. W tej sprawie w ogóle trochę gnój, bo niedawno jeszcze Mundo jęczał, że proponowali mu to całe Męskie Granie, ale odrzucił i „Wojtek Wagleski to wzioł”.

    @”Jack White też jest nudnawy”. Stary, nie boisz się, że ktoś Cię odstrzeli za ten tekst? Znaczy, to jest prawda, White ma przebłyski ale nie znalazłem jeszcze całej płyty z jego udziałem, która by mnie pochłonęła. Mimo to, jak patrzę po Internecie, to on tu robi za boga, trochę. Najlepiej to jemu i Bensonowi wychodzi cover „Bang Bang”, o.

  8. @Tomek – Ja kupuję ten Teraz Rock choć sam nie wiem po co. Z esntymentu raczej czystego i przyzwyczajenia, bo czepiam się co miesiąc. Zresztą, pal sześć. Myślę, że oni tak kręcąc nosem, po prostu nie ogarniają, bo im się nie chce, bo czasu brak, bo zapał nie ten. Itd, ale w takich warunkach ciężko robić za znawcę.

    Z tym Męskim Graniem to w ogóle jest ciekawe, bo w jednej wypowiedzi się Wagiel chwali, że wyprzedają pełne sale, a w innej opierdala Edge’a za to jego podejście, a o ile wiem U2 wyprzedaje dużo większe koncerty niż Wagiel. Więc to kryterium akurat kiepsko wypada w tej konfrontacji, mógłby się zastanowić bardziej co wygaduje.

    Z Jackiem White’em muszę dowyjaśnić. Ja go bardzo lubię, naprawdę. Dead Weather i Raconteurs to wypasione kapele, ale bądźmy szczerzy, trochę na dłuższą metę nudne. Ja na przykład kocham się w płycie Raconteurs Consolers of the Lonely, kocham się całkowicie, ale wiem, że to nie jest płyta, przed którą będą klękać słuchacze wszystkich krajów. White jest fajnym muzykiem, bo potrafi podejść do muzy na luzie, ale jest dość konwencjonalny. Mówienie, że jest jakimś guru, to trochę na wyrost gadanina. White Stripes to świetna kapela, ale nie ma takiej płyty, żebym jej przesłuchał od pierwszego do ostatniego kawałka nie przerzucając. Nie wszystkie songi są dobre, ot co.

    @wmichael – Kim Nowak to dla mnie nudy na pudy. Kompletnie nie wiem czym się zachwycano. Fisz mógłby w końcu zacząć śpiewać albo coś, bo jego nawijki już mnie męczą, ale to moja subiektywna ocena, może się nie znam. Ja Kim Nowak dałbym 2.

    Jest jeden album Wagla, przed którym padam na kolana. To pierwsza płyta Voo Voo, absolutnie genialna. Potem różnie bywało. „Z Kobietami” jest fajne, bo doprowadza do perfekcji formułę tego knajpianego jazzrocka czy jak to nazwać. Takie łagodne, kołyszące numerki, do tego ładne głosiki. No i bas Karima na tej płycie jest genialny.

  9. No ja też lubię White’a, ale jego zamykanie się w formie nie sprzyja niczemu dobremu. The Dead Weather to chyba najbardziej eksperymentalne podejście z nim w tle, a jak się dobrze przysłuchać, to niczym nie zaskakuje ich pierwsza płyta (bo drugiej nie słuchałem, jeszcze). Ale jak widzę opinię „Jack White to Jezus rocka” to mnie skręca.

    Co do Waglowego gadania na wyprzedawanie, to każdy chyba przez to przechodził, że duże koncerty ble, że granie na stadionach ble, że sprzedajność ble, a potem „soldout na gigach mamy = win”.

    Z Waglusów, to wolę młodszych, chociaż Fisz trochę za bardzo chce. Kurde, Kim Nowak mi leży od stu lat, a pamiętam że dość ochoczo czekałem. Aż sobie dziś wieczór posłucham.

  10. Drugi Dead Weather lepszy wg mnie, ale w sumie one dość podobne. Jakby się uprzeć, to w DW właściwie jak ktoś nie wie, to pomyśli, że na gitarze gra White i też śpiewa. Bo ta Allison ma do niego cholernie podobny głos. Przynajmniej jak na moje ucho. Druga płyta świetna, mam ją w aucie od chyba roku i jak nie wiem co załączyć, to wybieram DW, ale epokowe to to nie jest, bądźmy szczerzy. Za boga rocka robi jeszcze Josh Homme.

  11. White gra tam na perce i robi backing vocalsy, Allison gra na gitarze i śpiewa.

    Josh Homme to chyba tylko dzięki „Songs for the Deaf”, bo to ich jedyny taki popularny album, reszta jakoś tylko tak dla „interesujących się”. O jego udziale w Kyuss czy Eagles of Death Metal to nawet nikt nie wie. O tym, że gra w Them Crooked Vultures sam się dowiedziałem niedawno.

    Właśnie, o Nirvanie mowa, a ja nie powiedziałem nawet, że ich nie lubię! To znaczy, jestem takim trochę „statystycznym fanem Nirvany” – single w miarę wchodzą (i „Unplugged”).

  12. Nirvany nie lubisz? O żesz kurwa. Swoją drogą, to zastanawiam się kiedy ostatnio w całości przesłuchałem Nevermind… Chyba w liceum. Kiedyś lubiłem, ale dziś już bym nie włączył. Unplugged to trochę nudy, z tego co pamiętam. Zresztą, jak Nirvana była na topie, ja byłem hardkorowcem. Grunge był trochę za miękki dla mnie, potem na ten grunge się lekko załapałem (powiedzmy), ale oni już wtedy dogorywali. Nie miałem szczęścia.

    Jak przesłuchasz Kim Nowak to się podziel wrażeniami 😉 Ja tego naprawdę z 5 razy słuchałem, próbowałem się przekonać. Jestem odporny jednak.

  13. Mam teraz anegdotę! Byłem raz u koleżanki, fanki Nirvany. To dobra, puść tego Kurta, niech sobie leci. Ona pyta, którą piosenkę lubię. „Lounge Act’, mówię, bo faktycznie fajny rocker. Szuka, szuka, szuka – nie ma. Ma za to chyba z pięć wersji „Smells Like Teen Spirit” z różnych p2p i z różnymi nazwami. Potem jeszcze na studiach gadałem z paroma kolesiami, co to też niby się jarali Cobainem i też średnio ten utwór kojarzyli (mimo że on jest całkiem znany, nawet go na koncertach grali, nie że jakiś b-side czy coś). So yeah, Nirvana i jej fani.

  14. Ja pamiętam, że lubiłem Bleach, bo była taka szorstka. Dotarłem do niej po nevermind i mnie zauroczyła swoim takim brudnym amerykańskim brzmieniem. Trochę tak jak nagrania z Amphetamine Reptile (kurde, muszę o tym notkę walnąć) brzmiało. Miało to smak garażu.

  15. PS. i ja mam anegdotę. Jak pierwszy raz usłyszałem o Cobainie, to gdzieś wyczytałem, że on pochodził z Aberdeen. Myślałem, że on jest Szkotem, więc w ogóle nie kumałem czemu wciąż Seattle, Seattle. A on z Aberdeen w stanie Waszyngton i se później pojechał do Seattle. W sumie fajnie byłoby jakby był Szkotem.

  16. Eh, nawet nie słuchałem tej płyty. A może właśnie warto, bo widzisz, ja się zainteresowałem Nirvaną, jak się dowiedziałem że grają brudno i garażowo. A tu się okazuje, że „Nevermind” poza delikatnym kurzem gdzieniegdzie, to jest wypolerowany i milutki. „In Utero” jeszcze bardziej.

  17. Szkoda, że te dwie płytki tak wymuskano. Kurt miał łeb, mogłoby coś z tego być. Kumplował się z Buzzem z Melvinsów, pierwsza płyta była dzika, kto wie co by było jakby nie macki wielkiego szołbiznesu. No ale tak jest legenda. Bleach warto posłuchać, chyba bardziej niż Kim Nowak 😉

  18. On był chyba nawet sprzętowym Melvinsów przez jakiś czas. Gdzieś w Internecie widziałem pierwsze strony z jego :Dzienników” w oryginale, to właśnie narzekał, że prawie się dostali na koncert, ale ktoś tam nie chciał jechać i im się nie opłacało czy coś.

    „Kim Nowak” jednak dziś, „Bleach” może jutro, albo później. Jak mi w domu pójdą spać, to się zabieram, mam nadzieję że dziś mnie „Deus Ex” nie oderwie (od soboty zarywam noce i kładę się spać o trzeciej, bo siedzę i gram, jak dziesięć lat temu w „Diablo II”).

  19. Może i był, wiem nawet, że po problemach z wytwórnią, kiedy Melvinsi nie mogli naggrywać pod swoją nazwą, mieli się nazwać Kurt Kobain, ale w końcu skończyło się na Snivlem.

    Diablo II? Jezu, pamiętam jak szwagier mój w to rypał miesiącami. Pamiętam, że on często jakąś babką grywał, która jak ginęła, to krzyczała „AAAAAA….” jakby dochodziła normalnie. A ja siedziałem w książkach, bo on oczywiście w sesji rypał. Gierki to nie moja specjalność, ostatnio tylko Limbo tłukę 😉 Ale to można dawkować krótkimi strzałami.

  20. Chciałem sobie jakiś czas temu kupić „Limbo”, ale ono chyba koło 50zł kosztuje (1200MSP na 360) i to jest cyfrowa dystrybucja, więc jakoś „przy okazji” zgarnę, jak będę kupował jakiś dodatek do gry czy coś.

    W „Diablo” wszyscy się drą jak nieboskie stworzenia, pierwszorzędny jest Barbarzyńca. Polecam zagrać choćby dla jego onelinerów 😀

  21. Oj, raczej chyba Diablo nie dla mnie. W moim rankingu 10 najlepszych gier będą rywalizować wydania Fify 97 do 11, więc nie bardzo się mieszczę w targecie Diablo 😉 czasem jakaś platformówka mnie zeżre.

  22. A ja tak grałem w te fify non stop, aż do teraz, bo jakoś zauważyłem, że w sumie to wciąż gram jeden i ten sam mecz. To się nigdy nie kończy… Ale to chyba bardziej moje znudzenie, bo gierki jak gierki. 98 rok był 13 lat temu :D:D

    Fifa World Cup 98 był świetny, choć trudny. Może dlatego świetny. Choć o gierkach to powinniśmy pewnie u ciebie 😉

  23. Może i u mnie, próbowałem kiedyś napisać coś właśnie o starych kopaninach, chociaż u mnie to wygląda mniej więcej tak (grane w okolicach premiery): „Fifa 98/WC98”, „WC2002”, „PES6”, „PES2008”, „Fifa09, 10, 11”, więc niezbyt mam podstawy 🙂 Swoją drogą, w tych ostatnich trzech „zmiany” są zapowiadane tak hucznie, a dla mojego szarograczowego, niedzielnego podejścia to one są fajne przez dziesięć minut, potem jest „meh”.

    Ale mimo wszystko polecam Ci nowego „Deus Ex”. To nie jest taka zwykła strzelanka, jest czytania w cholerę, myślenia, szukania, są świetne wybory i dobre rozmowy. Niestety nie wiem, jak z konwersją na PC, ja gram na 360.

    Tymczasem „Kim Nowak” leci. Taki trochę stylizowany ten brud się wydaje (jak tak o brudzie gadaliśmy).

  24. Może kiedyś w wolnej chwili zerknę na to Deus Ex, ale to musi być ochota. No i w ogóle byłem przez jakąś dekadę niewolnikiem Fify, dopiero teraz jestem na odwyku 😀

    Kim Nowak ma stylizowany brud, ale ta stylizacja jest trochę słaba jak dla mnie. Pierwsza myśl moja była taka: co by z tym materiałem bylo, gdyby tam nie uczestniczyli Waglewscy, tylko zwykli kolesie z np. Sulejówka. Podejrzewam, że moglibyśmy ich nie zauważyć.

  25. Raczej na pewno byśmy przeoczyli, bo sam projekt dał się o sobie słyszeć tylko i wyłącznie dzięki nazwiskom. Na początku przecież nie było kompletnie żadnych próbek dźwiękowych a jedynie informacja, że Waglewscy i jakiś koleś na gitarze (widzisz, nawet nie pamiętam kto) robią Kim Nowak i że to będzie garażowy rock.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s