Projekt Recenzja: Jakszyk Fripp and Collins – Scarcity of Miracles

Zastanawiam się na ile wybór tej płyty przez Wmichaela był podyktowany niedawną dyskusją na temat między innymi Frippa. W sumie mało to istotne, liczy się album, a o tym wiedziałem o tyle o ile i pewnie bym sie do niego nie zabrał, gdyby nie Projekt Recenzja. Od razu zaznaczę, że moja miłośc do Frippa jest raczej wybiórcza, nie potrafię wymienić dyskografii Karmazynowego Króla jednym tchem, a moją ulubioną płytą jest Thrak, a to też chyba wiele wyjaśnia.

Przejdźmy do płyty. Nie jest to płyta, która zalatuje Crimsonami z daleka i to był dla mnie spory problem. Zaczyna się od kawałka tytułowego, przyznam, że całkiem przyjemny, ale dalej płyta już nie zaskakuje. To znaczy, hmm, zaskakuje, ale raczej tym, że chłopaki jakby się maksymalnie wyluzowali. Nie ma tam klasycznych brzmień Frippa, jest spokojne granie, dialogi z saksofonem i bardzo delikatny śpiew Jakszyka. Na płycie zagrali jeszcze Tony Levin na basie i Gavin Harrison na garach. Tylko dlaczego do cholery, w tytule wydawnictwa jest tylko trzech panów? Levin i Harrison jakby na doczepkę, albo projekt był tak silnie wspierany przez tytułową trójkę, że nie zmieścili się już w nazwie. Płyta delikatna, mam wrażenie, że nagrywana na totalnym luzie, bez spinki. Słychać te wszystkie pejzaże muzyczne, to pewnie jest dość charakterystyczne dla Frippa, ale ja jednak trochę przy tym wymiękam. Gitara, saksofon, bas, perkusja, pejzaże, a ja siedzę i myślę sobie, że jeszcze jest mnóstwo miejsca, ech, napchaloby się tam najchętniej elektronicznych brzmień, ale ja to w ogóle bym pomasakrował te nagrania.

W pamięć zapadł mi właściwie utwór tytułowy, bo album zlewa się w jedną całość. Przyznam, że na dłuższą metę mnie znudził. Przy pierwszym przesłuchaniu było całkiem ciekawie, przy drugim nawet przyjemnie, ale każde następne przesłuchanie rodziło już niecierpliwość. Nagromadzenie tej całej spokojności jest już zdecydowanie nie na moją glowę, ja już nie posiadam tej wrażliwości, która pozwala odbierać takie delikatne, ale jednak progresywne kawałki. Po prostu płyta mnie nudzi.

I na koniec taka uwaga, rzecz, nad którą zawsze się zastanawiam, kiedy płytę nagrywa znana persona. Gdyby Fripp się na tej płycie nie podpisał, gdyby na przykład na niej nie zagrał, ja w ogóle nie wiem, czy w jakikolwiek sposób bym ten album zauważył. Nie znam zbyt dobrze biografii King Crimson, więc nie bardzo kojarzę nazwiska Jakszyka i Collinsa, punktem zaczepnym jest tu dla mnie tylko Fripp. A ten Fripp jakiś taki inny. Po prostu przestałem byc adresatem dłuższych, spokojniejszych progresywnych piosenek, z dużą dawką saksofonu, ciepłego wokalu i elementami jazzu. Po prostu wymiękam, a jako że oceny mają być subiektywne, więc płyta dostaje ode mnie ocenę:

3/5

Recenzja Bojadżijewa

Recenzja Wmichaela

Reklamy

8 uwag do wpisu “Projekt Recenzja: Jakszyk Fripp and Collins – Scarcity of Miracles

  1. Fripp niecrimsonowy to zupełnie nowa forma. Popatrz choćby na jego nagrania z Eno.

    Tak na marginesie, to ten album przypadkiem nie ukazał się jako część ProjeKcts? Bo jakoś tak mi się kiedyś obiło o uszy.

  2. Możliwe, nie za bardzo się orientuję w tych jego Porjecktach. Dla mnie to była trochę gimnastyka, bo jednak ciężko mi się tego słuchało, wiem, że to nie jest zły materiał, ale nie dla mnie po prostu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s