Twoja mama powinna znać

Idzie jesień, wtedy zawsze wracam do The Beatles. Dawno dawno temu, kiedy jeszcze Bitelsów nie kochałem miłością czasem irracjonalną, trudno było mnie przekonać do ich muzyki. To był czas, kiedy posługiwałem się pewnymi kalkami myślowymi, stereotypy rządziły moją głową. Bitelsi nie, bo śpiewają o miłości, o trzymaniu za rączkę i takie tam pierdolki. Kumpel, który ciężko pracował by mnie zarazić odniósł wreszcie sukces. Najpierw drobny, nagrywając mi Revolver. Tylko tej płyty słuchałem, jakiś czas też nie chciałem posłuchać innej, bo po co. Aż w końcu podszedł mnie Antologią, konkretnie trzecią częścią, tą najbardziej akustyczną. Poszło, zatrybiło. Teraz już mnie nie wyrwie. Obecnie jestem też na etapie takim, w którym ja swoje wiem (że najważniejsza kapela, że w prawie wszystkim pierwsi, że alfa, że omega) i mam w dupie czy ktoś się ze mną zgadza czy nie. Z kumplem, który mnie fab Four zaraził często mówimy, że takie wejście całkowite w The Beatles, to przejście na wyższy etap percepcji. I mam gdzieś czy ktoś się z nami zgadza. Obecnie znowu katuje Magical Mystery Tour, rewelacyjny album do równie rewelacyjnego filmu. A to mój hicior z tego albumu, bo mnie zawsze ciągnęło do piosenkowości wujka Pawła:

Reklamy

9 uwag do wpisu “Twoja mama powinna znać

  1. Nie tylko Ty masz Bitli na jesień, ale dla mnie na tę porę bardziej Sierżant, MMT to zimowa płyta. Poza tym, „Strawberry Fields Forever”. Co do filmu, jakoś mi przepadł, ale z tego co czytałem, to „pierwsza rzecz, jaką zrobili Bitelsi a która nie okazała się być ponadczasowa, genialna itd.”, so, yeah, weird.

  2. Ja się nie zgadzam co do oceny filmu. Jak pierwszy raz oglądałem, to pomyślałem to samo, że słabe, dziwne, nijakie. Drugi raz już mnie olśnił. Widziałem ten film kilka razy i uważam, że jest wyborny. very psychedelic. To lubię.

    Zimowa plyta? Może. Ja z reguły na jesień zaszywam się na Abbey Road, ale jakoś teraz katuje Magical… Sierżanta głównie na wiosnę słucham.

  3. To trzeba będzie zobaczyć. Z drugiej strony, media raczej były gotowe na „kolejny film Bitli” jako na następcę slapstickowego „A Hard Day’s Night”.

    Ty wiesz, że „Abbey Road” nigdy mnie nie przekonało? W ogóle, o Bitlach trochę więcej napisałem w nadchodzącym wpisie (gdzieś w czwartek publikacja) przy okazji właśnie Pieprza.

  4. Chyba nie dałbym rady. Na dłuższą metę nie jestem w stanie ocenić, którą płyte Bitli lubię najbardziej. Czasem najwyżej u mnie stoi Pieprz, czasem Magical, czasem Abbey, czasem Biały Album. No i czasem Revolver. Nie wiem, wymiękam. Swojego zestawienia chyba bym nie umiał zrobić. Choć z drugiej strony, takie wejście w Bitli zawsze się jakieś znajdzie najlepsze. Ale ja to mam tak, że mi się podoba wszystko. Puszczałem ludziom i pytam: „jak to ci się nie podoba?!” A oni mówią, że nie i już… Ja tam nie moge pojąć 😀 No bo jak to Abbey Road nie lubić? ;>

  5. Blog jest tak subiektywną formą, że właściwie możesz wszystko. Dlatego sam mam ochotę na taki wpis, tylko z innym zespołem. Od czego ja zacząłem, od czego polecam zacząć, która płyta mi się podoba i dlaczego. Totalnie bez nerwowych ruchów, moja subiektywna opinia, nie żadne tam pierdoły.

  6. „Magical Mystery Tour”… oj tak, to była płyta. Za swoich ulubionych Bitlesów zawsze uważałam dwóch głównych psychodelistów – Lennona i Harrisona. „Blue Jay Way”, „I Am The Walrus”… takiej eksperymentalnej beztroski bardzo brakuje mi w ich solowej twórczości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s