King of Limbs

Sporo ostatnio w dyskusjach przewijała się nazwa Radiohead. Tomek Buszewski zaryzykował nawet tezę, że jeśli kogoś zwać drugimi Bitelsami, to właśnie Radiogłowych. Nie do końca się z nim zgadzam, ale bardziej z racji tego, że ciężko w ogóle zapracować sobie na takie określenie. Nie te czasy, nie ten klimat. Zdałem sobie sprawę, że właściwie Radiohead niezbyt dobrze mam osłuchane. Owszem, słuchałem, Hail to the Thief nawet parę razy, ale już In Rainbows i King of Limbs zaledwie po razie. No to wziąłem się za ostatni album.
W wielu recenzjach pojawia się określenie, że chłopaki eksperymentują z dubstepem. Nie za bardzo jestem ekspertem w dziedzinie dubstepu, więc dopasuję się. Jeśli tak, to ok. Ja w każdym razie czuję, że w tej płycie jest chęć eksperymentu. Na pierwszy rzut ucha ta płyta mnie odrzuca, jest dość monotonna, ale to tylko pierwszy rzut ucha. Potem jest już znacznie lepiej, każde kolejne przesłuchanie rodzi pewną ciekawość. Ta płyta wchodzi elegancko i słucha się jej dobrze. Pytanie czy będę do niej chętnie wracał po latach? Zobaczymy, ale raczej mam co do tego wątpliwości. Nie jestem fanem RH, nigdy nie byłem, stąd każdy album traktuję dość mało emocjonalnie. Słuchając King of Limbs zauważyłem, że czuć tutaj trochę aurę Kid A, albo przynajmniej próbę jej przywrócenia. Kid A to dość przełomowy album, chyba każdy się zgodzi, King of Limbs już niestety nie, ale ciężko teraz o jakiekolwiek przełomowe albumy, zresztą czas pokaże. Grunt, że na ostatnim krążku Radiohead muzyka absolutnie nie nudzi, przeciwnie, każde kolejne przesłuchanie rodzi ochotę by słuchać jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. Problem tylko taki, że im więcej przesłuchań, tym bardziej nie podobają mi się Give Up The Ghost i Separator. Właściwie to zauważyłem, że każde kolejne przesłuchanie rodzi ochotę by włączyć tę płytę znowu, i znowu, i raz jeszcze, i raz jeszcze.
Słuchając King of Limbs zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy. Oto album ukazał się z całkowitego zaskoczenia. Bum! i jest. Bez zapowiedzi, śmiem twierdzić, że zapowiedzi były inne. Zgodnie z tym co opowiadał Thom Yorke w 2009, Radiohead mieli już nie wydawać płyt. Tylko EPki. King of Limbs nie jest płytą długą (i dobrze), ale jednak jest to pełnoprawny longplay. I to dla mnie jest minimalna jednostka muzycznej wypowiedzi artystycznej: longplay. Zwykła płyta, album, nie jakieś single, epki. Najbardziej kocham albumy. Mogę się zachwycić piosenką jedną, singlem, epką, ale zawsze z wytęsknieniem czekam na pełny album i chyba nic już tego nie zmieni. Dlatego nie dla mnie ajtunsowa moda na kupowanie pojedyńczych piosenek. Ja muszę mieć cały album, żeby dostrzec cały obraz. Minimum.
Reklamy

13 uwag do wpisu “King of Limbs

  1. Może zacznę od końca – kupowanie pojedynczych piosenek jest okropne i głupie. Kiedy nietrudno wyłowić te najlepsze i najgorsze na wydawnictwie, tylko w towarzystwie smakują tak samo dobrze. Ale co my tam wiemy, dziś moda jest na wrzucenie playlisty na mp3, a nie jakieś śmieszne słuchanie muzyki w spokoju.

    Czy czuć aurę „Kid A”… na pewno czuć aurę eksperymentalnej elektroniki, którą również i wtedy się kierowali. Ale myślę, że tutaj ta aura, jeśli jest, to minimalna, bo rewolucja jest znacznie mniejsza. Fani spekulowali co do kierunku grupy i dość spora liczba osób miała rację, mówiąc że płyta będzie w takim stylu. W 2000 roku „Dzieciak A” był zaskoczeniem tak wielkim, że ludzie stawiali że grupa popełniła muzyczne samobójstwo by uciec wytwórni.

    Wracanie po latach, mówisz. Mnie to pewnie czeka, bo jestem ich fanem, ale to nie jest najlepsza płyta Radiohead. Ani przełomowa płyta Radiohead. Jest świetna, lubię ją i doceniam, oceniłem na 9 nawet, ale bardziej prawdopodobne że za dziesięć lat będę słuchał wspomnianego „Kid A”, „In Rainbows” (które ślepo kocham) czy „OK Computer” niż „The King of Limbs”.

    Aha, wchodzi elegancko mówisz? Słucha się dobrze, powiadasz? Cóż, gratuluję, myślałem że tylko die-hard fan jak ja tak twierdzi. Wiele osób po pierwszym kontakcie uznawało, że to bezsensowna kakofonia.

    Anyway, najbardziej awangardowy Radiohead. (ha, tu powinna wywiązać się dyskusja czy „poziom awangardowości” zmienia się z czasem i tym, co pokazują inni).

  2. Wchodzi elegancko, ale dopiero po drugiej szansie. Pierwsze przesłuchanie jest dość odpychające, potem już otwierają się smaczki. Muszę jeszcze ogarnąć In Rainbows, skoro tak zachwalasz, zobaczymy. Na razie jutro posłucham Hail to the Thief. I może King of Limbs po raz kolejnhy, zobaczymy. Skoro już jestem przy Radiohead i mnie nie odrzuciło, to zamierzam to wykorzystać.

    Najbardziej awangardowa? Pogadamy za parę dni.

  3. Rzuć się na „Kid A” i „Amnesiac”, bo tak naprawdę w kwestii awangardy tylko te trzy płyty się liczą u Radioheadów.

    Jeżeli mogę Ci zasugerować kolejność słuchania, to „HttT” zostaw sobie na później a zabierz się za „The Bends”, „OK Computer” i „In Rainbows” (koniecznie z bonusowym albumem).

  4. The Bends znam i nie lubię, Amnesiacem katował kumpel dobrych parę lat temu, OK Computer też. Płyty, które znam najmniej to :Hail…, In Rainbows. King of Limbs juz obsluchałem i teraz chcę wziąć się za te najmniej mi znane. Jak włączę The Bends, albo Ok, albo Amnesiac, to wymięknę.

    Kid A wbrew pozorom mało pamiętam. Swego czasu miałem na kasecie jeszcze, i to przegraną od kumpla, więc wrócę do czasów, kiedy robiła wrażenie, ale w kiepskiej kopii 🙂

    Jednak Radiohead trudno nie znać. Zauważyłem, że te późniejsze albumy mam pominięte w odsłuchu. Te wcześniejsze są mi znane, bo wtedy miałem więcej znajomych, od których się pożyczało płyty, kasety. teraz już się nie pożycza…

  5. „In Rainbows” i „Amnesiac” mają po 10, ale gdybym mógł wybrać tylko jedną, to ta pierwsza ma pewną pozycję. To świetna płyta, łączy ich elektroniczne ciągoty z altrockowmi dokonaniami końca XX wieku w naprawdę idealnych proporcjach. Druga płyta jest bardzo ważna, choćby dla samego „Last Flowers”.

  6. No dobra, przebrnę przez większość dyskografii Radiohead. Z czystej ciekawości, The Bends, Amnesiac też będą. Skoro już przy nich jestem.

    Swoją drogą, w Twoim rankingu płyt na jesień, nie ma radiohead. Jakże to?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s