I jeszcze Kasabian

Nowa płyta Kasabian może by mnie i trochę elektryzowała, gdyby nie fakt, że Kasabian nigdy mnie nie ekscytował swoimi albumami zanim nie posłuchałem po kilka razy. Pierwszy był fantastyczny, singiel Club Foot wyborny, ale już drugą płytą mnie rozczarowali. I wtedy przyszedł album nr 3 o tytule West Rider Pauper Lunatic Asylum i posłuchałem jakby od niechcenia, a tu bum! Zakochałem się w tej płycie zupełnie irracjonalnie. Do tej pory uwielbiam ten krążek, lekkość tych piosenek mnie zachwyca. I teraz przychodzi krążek nr 4 pod nazwą Velociraptor!. Ja już trochę położyłem lagę na Kasabian, bo przecież nie można przebić gęsiej skórki, którą miałem przy wcześniejszym. Więc nie za bardzo się tym emocjonowałem, ale ale. Płyta jest całkiem fajna, myślę, że wciągnie mnie głębiej po paru przesłuchaniach. Wiem, bo już takie rzeczy rozpoznaję wcześniej. Trochę mnie irytuje momentami brzmienie tej płyty, bo tam gdzie zamiast perkusji jest automat, to pyrka on, rzęzi, stuka, puka i szura. Trochę mnie to dziwi, ale to tak miało być, serio. W ogóle brzmienie jest nienachalne, najważniejsze są melodie. A w nich dużo AAA, aaa…aaa,mmmm…uuuu. Takie brytolskie patenty. Płyta brzmi jakby chłopaki wzięli co najlepsze patenty z West Rider… i próbowali je rozwinąć do perfekcji. Do perfekcji jednak trochę brakuje, ale ja będę miał trochę uciechy z tego albumu, tego jestem pewny. W ogóle mam jakiś fetysz jeśli chodzi o takie brytyjskie bitlesowskie granie (a raczej jego imitację), w końcu ostatnio podobał mi się singiel Noela.

Tylko czemu, do jasnej cholery!, czemu na utwór promujący najnowszy album wybrano najgorszy kawałek?! Bo z reguły swoimi singlami trafiają w sedno. Najpierw Club Foot, z drugiej płyty Shoot The Runner, z trzeciej Fire, a teraz… Ech… Lipa.

Reklamy

23 uwagi do wpisu “I jeszcze Kasabian

  1. Jednak stwierdzam, że to nie moja bajka. Brytyjska progresywa, metal, gotyk jest ok. Indie mnie nudzi. Poza Radiohead z końca lat 90tych. Nigdy nie lubiłem sceny manchesterskiej, brit popu, Blur polubiłem dopiero za płytę „Think Tank”, wszystkie te Franz Ferdinandy i tym podobne wiszą mi i powiewają. Editors mi się podobało, bo zżynają z Joy Division. A teoretycznie powinienem to lubić jako koleś, który uwielbia Bitelsów. A tu skucha. Wracam do słuchania nowego Mastodona 😉

  2. I hate fuckin’ Kasabian! Do niedawna jeszcze koleżanka puszczała mi jakieś trzy, cztery kawałki w kółko! „Fire”, „Shoot the Runner”, „Fast Fuse” i chyba coś jeszcze. Na zmianę z jakimś singlem Maroon 5.

    A tak poza tym, że i ona i Kasabian zaczęli mnie w końcu wkurwiać, to ten zespół nigdy mnie nie interesował, nawet po kilkakrotnym odsłuchaniu ostatniej (wtedy, rok temu) płyty.

  3. @wmichael – Kasabian to żadne indie. Ja pamiętam jak usłyszałem Kasabian „Club Foot” a właściwie obejrzałem klip, to od razu polubiłem. Na zasadzie pierwszego skojarzenia:) A w klipie koleś szedł, to jest taka odrębna kategoria klipów: koleś idzie ulicą. Ja mam fetysz takiej muzy, jak pisałem w notce. Nie wiem co mi się w niej podoba, coś mnie ciągnie, choć mam świadomość, że to miałkie trochę, szczególnie ta ostatnia płyta Kasabian, ale czasem trzeba odtłuścić język muzyczny (jak to mawia mój kumpel puszczając Moloko). Editors nie lubię (bo zżynają z Joy Division:P), Franz Ferdinand też, ale skoro wspomniałeś o Think Tank Blur, to uwielbiam płytę kolektywu The Good The Bad & The Queen. Też irracjonalną miłością. Nikt tego zespołu nie lubi, a ja śmiało zapodaję kilka razy do roku od daty wydania (2007). Think Tank to przy tym popierdułka dla mnie 🙂

    Właśnie wywiad czytam z Mastodonem. Pewnie też niedługo posłucham.

  4. @Tomek – Fajne masz koleżanki 😀 To ta od Nirvany?

    Kasabian to taka kapela, którą można by określić mianem: brytyjska psychodela dla ubogich. Ale pięknie wciąga, chociaż kurde ten singiel, to jest po prostu żenada. Jak mi się album nawet (na razie) podoba, tak tego kawałka (Switchblade…) nie mogę dosłuchać do końca. Po prostu ręka aż świerzbi, żeby przerzucić na następny. Ale album zmęczę jeszcze na pewno kilka razy, nie ma bata. I jeszcze Noela sobie posłucham, bo niedługo premiera 😉

  5. Ja wiem czy szkoda? Nie każdy lubi, ja wiem, że to nie jest muza wysokich lotów, tyle. Ale siedząc długo w Radiohead musiałem się odmóżdżyć. A tu proszę, nowy Kasabian 😀

    Laski i muzyka, ciekawy temat. A pytanko: próbowałeś jej coś swojego puszczać? Pewnie tak.

  6. A potem „puść ”.

    Karma Police? 😉

    A propo, odpuściłem sobie całkiem Pablo Honey. Powinienem nadrobić, czy mogę śmiało dać na luz? Zaznaczam, że przy Pablo Honey jest zero przesłuchań.

  7. @dawrweszcze

    The Good The Bad & The Queen uwielbiam. IMHO jedna z najlepszych i najlepiej się „słuchających się” płyt ostatniej dekady.

    @Tomek Buszewski

    Ja kiedyś zrobiłem brutalny test na dziewczynie, która mnie wkurzała (powody wkurzania w tym momencie nieważne). Była fanką Stinga i smooth jazzu. Powiedziałem: „O, lubisz jazz. To się świetnie składa, mam fantastyczną płytę do przesłuchania”. i zarzuciłem Praxis „Sacrikist” (Zorn, Laswell, Harris z Napalm Death za perkusji, Buckethead i japoński wokalista). Dziewczyna po kilku minutach miała dość. Mnie (co bardzo cieszy), jazzu, muzyki itd. Więcej się nie kontaktowała. Jest szczęśliwą księgową. God bless John Zorn!!!

  8. A propo, odpuściłem sobie całkiem Pablo Honey.
    Radiohead nigdy nie nagrali takiej płyty.

    A serio, to materiał jest kiepski. Dwa czy trzy kawałki są takie „w miarę”, ale możesz posłuchać choćby po to, żeby zobaczyć, że od „Pablo” do „The Bends” jest jak stąd do Ameryki.

    Ach tak. Kasabian to ma śliczne radiowe hity, swoją drogą.
    Stary, przecież to jest okrutny kawałek, podobnie jak „Fire”. Ja nie wiem, co Wy w tym widzicie.

    @wmichael: robiłem podobnie. Znaczy ja pytam „lubisz noise” a ona „czasem”. Myślę „co do cholery”, ale okazało się, że noise = Slipknot. Dałem jej album Masonny („Ejaculation Generater” chyba). Powiedziała „ej, ta płyta jest chyba zepsuta, ciągle jakieś szumy”.

    Ale w kwestii muzyki, to mamy i tak najfajniejsze wspomnienia.

    Tak w ogóle, na tym „Sacrifist” to jest Eye? Bo jedyny „japoński wokalista” działający z innymi nazwiskami, które wymieniłeś, to on. Kurde, muszę się bliżej przyjrzeć temu projektowi, słuchałem tylko tej płyty z Pattonem i Tankianem.

  9. Zobaczę czy słuchnę tego Pablo.. Trochę mi się nie chce, może jakoś na tubie.

    Stary, przecież to jest okrutny kawałek, podobnie jak „Fire”. Ja nie wiem, co Wy w tym widzicie.

    No to napisałem przecież, że „radiowe”. Ja bym się w tym Kasabian sensu nie doszukiwał, albo lubisz te pioseneczki albo nie. Średnio lubię robić za adwokata takich kapel, bo to trochę tak, jak Wagiel mówił. Że rock, że prosta forma i tego typu pierdoły. Zwykłe granie, na dwa i do przodu. Trochę hype na Kasabian jest chybiony, bo media robią z nich jakiś wymiataczy spod znaku Bitli itd. A to zwykła kapela na tym samym biegunie co Gallagherowie, tyle. W sensie ta piosnka fajna, ta niefajna. Mi akurat cała „West Rider…” się podobała, tłukłem ją długo. Może dlatego przy tej już mniej ochoczo podchodzę.

    Klasyczny noise dałeś do posłuchania miłośniczce Nirvany? Kurde, masz odwagę 😀

    Tego Praxis kiedyś słuchałem. Kumpel przyniósł, ale w ogóle nie zaskarbiło to mojej miłości. Wtedy. I po jednym razie, więc teraz to cholera wie.

  10. Też tego nie kumam. No ale to nakręca zainteresowanie. A właśnie odzierając z tego wizerunku trzeba ocenić czy te piosenki się bronią. Niektóre tak, niektóre nie. Bez tego imydżu Twoja koleżanka mogłaby Kasabian tak nie tłuc, bo skąd miałaby znać? A tak, że rewolucja, że renegaci, że sajkodelik, że Bitelsi. A przecież co druga kapela na Wyspach powołuje się na Bitli. Nuda, panie. Ja tam bym wolał, żeby mieli mniejsza publikę, idę o zakład, że bardziej położyliby nacisk na muzę.

    I jeszcze to typowo brytyjskie podejście do promocji. Najpierw singiel. Myślisz skąd on, nowa płyta? A potem czytasz: tak! Nowa płyta! Za parę miesięcy! I znowu hype. Że lepsze od Oasis, że konkurencja z tyłu, że słychać Bitli. Gallagherowie robią to samo.

  11. Nawet nie wiem, skąd ona ich znała.

    Truth is, większość bandów z Anglii robi to samo, jak mówisz. Kasabian utrzymuje się chyba dzięki skocznym hitom w radio i imydżowi właśnie. W ich muzyce nie ma żadnej świeżości, prób rewolucji. Utarta, nudna forma.

  12. Skąd ich znała? Fire był tłuczony na MTV Rokcs non stop. Wcześniej na tymże MTV jak się jeszcze MTV2 nazywało, tłukli Club Foot bez opamiętania. W międzyczasie inne kawałki. Fast Fuse miał chyba jakiś koncertowy klip. Z telewizji znała! A ich melodyjki zapadają w pamięć.

  13. @Tomek Buszewski

    Tak. Chodzi o Yamantaka Eye. Płyta jest ciekawa. Najbardziej lubię kawałek „Cold Rolled/Iron Dub”, gdzie bluesowy riff gitarowy jest przemieszany z grindcore’owym czadem. Fajne, pseudoambientowe „Deathstar”. Generalnie, jak ktoś lubi takie schizy to album mi się spodoba.

    [Pablo Honey]

    Płyta jest średnia. Są tam ciekawe elementy, ale nie zapowiada tego, co osiągnęli na „The Bends”, „OK Computer” czy „Kid A”. Wydaje mi się, że to na początku był normalny zespól rockowy, zarobili trochę kasy dzięki „Creep” i pomyśleli „a ci nam szkodzi nagrać coś innego?”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s