W kolejności

„Zooropę” kupiłem od razu jak wyszła na tak zwanej fachowo kasecie magnetofonowej. Dzisiejsza młodzież może nie wiedzieć, co to było – było to plastikowe pudełko zawierające tzw. taśmę magnetyczną, na której dźwięk był zapisany analogowo.
W odróżnieniu od płyty kompaktowej, kaseta miała dwie strony (zwykle oznaczone „strona A” i „strona B”) i trzeba było słuchać piosenek w takiej kolejności, w jakiej je ułożył producent nagrania.

Tako rzecze Wojciech Orliński na swoim blogu. Ja jestem jednak o tę dekadę młodszy niż #po40, ale kasety pamiętam bardzo dobrze, być może wo po prostu kieruje swój blog do bardzo młodych ludzi. Nie o to idzie. Dla mnie sprawą absolutnie nie do pojęcia, jest słuchanie albumu czy to na kasecie, czy na cd, czy na mp3 w innej kolejności niż ułożył je producent nagrania. Mało tego, jestem być może łatwowierny, ale ufam, że w dużej mierze kolejność układa artysta, nie producent. Kupowanie pojedynczych piosenek zaś, jest dla mnie kuriozum olbrzymim. Nie mogę pojąć po co słuchać albumu w innej niż ta ułożona – niech będzie, że przez producenta – kolejności, nie mogę pojąć też po co kupować pojedyncze piosenki. Są rzeczy, których nigdy nie zrozumiem.

Reklamy

46 uwag do wpisu “W kolejności

  1. No raczej. WO kojarzę bardziej z zasłyszanych rzeczy („a WO napisał”), ale takie słuchanie w układzie innym, niż albumowy to chyba domena ludzi <20. Zresztą, przecież lwia część albumów ma kolejność utworów nieprzypadkową.

  2. No ba. Sam pisałeś o closerach. Nie po to są utwory ustawione tak a nie inaczej, żeby to zmieniać i fikać. Można, ale przecież zawsze jest „co podmiot liryczny miał na myśli”.

    No a WO jak to WO. Czasem pisze o piosenkach. On właśnie kupuje na swoim ajfonie z ajtiunsa do swojej aj biblioteki czy coś tam pojedyńcze kawałki. I o nich pisze. Pewnie ma mnóstwo czytelników co słuchają piosenek. Nie albumów, a piosenek.

    • Kojarzysz serial „Black Books”? Jest taki motyw, koleś chce kupić książkę, ale targuje się na cenę. W końcu sprzedawca spuszcza (chyba 25 pensów), ale zabiera ostatni rozdział. To taka sama sytuacja. Niby fakt, single świetnie funkcjonują, tak samo jak fragmenty książek, ale zawsze mam wrażenie, że to takie lizanie lodów przez szybę.

      Ale z drugiej strony, ile masz płyt, z których bez bólu wykroisz pięć soczystych tracków, bo reszta jest gorsza, średnia, czy nawet kiepska. But then again, czy w ogóle warto interesować się czymś, co ma dobre tylko ~40-50%.

  3. Serialu nie kojarzę, ale analogia w sam raz. Fakt, płyt jest mnóstwo takich, na których tylko kilka kawałków jest dobrych, a reszta to wypełniacze. Ale Ja rzadko do takich albumów wracam. Jest tyle rzeczy świetnych w całości, że nie warto.

    Ale! to często jest tak, że po prostu cały album to jakaś zwarta wypowiedź. Już nie mówię o koncept albumach, ale chodzi mi o to, że te tracki na albumach są jakąś zwarta całością. Łączy je klimat, czas nagrywania, ludzie, wszystko. No album jest niepodzielną wypowiedzią artystyczną. Nie lubię tego szatkować.

  4. Trzy sezony po sześć półgodzinnych odcinków. Szczerze polecam, brytyjski komediowy.

    Jasne, że tak jest. W znacznej większości muzyki, którą warto słuchać, płyta to jedna wypowiedź, nie kilka pomniejszych. Utwory są połączone w jakiś sposób, nie są przypadkowe i twórcy właśnie tak każą słuchać. Wybranie z albumu jednego czy dwóch singli jest fajne i przyjemne, tak samo jak czytanie ulubionego opowiadania ze zbioru, oglądania ulubionej sceny w komedii sytuacyjnej czy przechodzenie fajnego poziomu w grze.

  5. Ja pojedynczych kawałków słucham wtedy, kiedy puszczam coś znajomych, z reguły próbuję nie katować ich albumami, co do których mam wątpliwości czy polubią. Wtedy jeden, dwa tracki owszem. Albo takie retrospekcje singlowe robię sobie kiedy jestem wstawiony, ale to często lecę po jakichś płytach z czasów młodzieńczych. To są jednak rzadkie sytuacje. Normalnie to słuchawy na uszach i cały album od początku do końca. Nie ma przebacz. A mam też kumpla (Bojadzijew), do którego jak przychodziłem, a on tłukł jakąś kasetę i chciałem go gdzieś wyciągnąć, to nie wyłączył, dopóki nie dosłuchał strony do końca. No to słuchaliśmy.

  6. Orliński uważa (pisał o tym na swoim blogu), że słuchanie _całych_ albumów to przeżytek z epoki przedajpodowej. Wg niego teraz słucha się playlist, które tworzy się samemu lub robi je ajpod. Heh, moim zdaniem to bez sensu. Album jest taki jakim stworzył go artysta. I dlatego o jednych płytach mówimy, że są genialne, a inne nie.

    Oczywiście ja sam układam playlisty np.: do samochodu czy na imprezę, bo określony zestaw wybranych przeze mnie utworów dobrze brzmi w danych sytuacjach. Jednak generalnie preferuję słuchanie całych płyt.

  7. Parę razy ułożyłem sobie składanki – czy plejlisty – ale jakoś mnie to nie wciągnęło. Owszem, fajna sprawa, ale ja mam tak, że jak usłyszę jakiś kawałek, to zaraz mam ochotę przesłuchać całego albumu. I pies jebał wtedy taką składankę. Na jakieś imprezy kiedyś robiłem takie, ale już mi przeszło, bo każdy i tak jak się dorwie do kompa, to się kończy na jutubach i wszyscy się zamulają 😀

    Ja to widzę tak: Orliński nie jest po prostu fanem muzyki, więc jemu wystarczą single. Jakby jego ukochany Steve Jobs rozpoczął projekt pod nazwą Ajradio, WO by słuchał non stop i jarał się jakie to świetne radio. I takich ludzi jest sporo. Ja mam zbyt dużego świra na punkcie muzyki, żeby się zadowolić jedną piosenką. Album musi być, album!

  8. Ja pojedynczych kawałków słucham wtedy, kiedy puszczam coś znajomych, z reguły próbuję nie katować ich albumami, co do których mam wątpliwości czy polubią.
    To jest poprawny sposób!

    Kiedy Apple wypuści usługę pozwalającą na kupowanie wybranych scen z filmów, oglądanie całych, dwugodzinnych obrazów też stanie się przestarzałe? Nygaplz.

  9. O żesz, tam jest super wypasiona dyskusja o U2, jezu. I taki tekst WO znalazłem:

    A wiecie w ogóle, że w czasach kaset istniały single kasetowe? Miałem kasetowego singla „Only When I Lose Myself” Depeche Mode

    Nie może to być! Patrz pan jakie cuda.

  10. Nigdy ich nie lubiłem. Wciąż ich nie lubię. Kumpel mi kiedyś kilka ich albumów naraz pozyczył (na kasetach!), to było w czasach „Pop”. Pamiętam co znośne były kawałki „Numb” z „Zooropy” chyba i „Refugee” z „War”. I TO WSZYSTKO.

  11. Bo na kasecie. Musiałeś słuchać, jak producent ułożył. Zepsuło Ci cały obraz U2.

    „Zooropa” nawet fajna była, ale to słuchałem, ho ho, kiedy. No i singiel „Beautiful Day”, no kaman, to był hit na Viva Polska!

  12. Tak, tak, „Beautiful Day” i „Elewator”.

    Bo na kasecie. Musiałeś słuchać, jak producent ułożył. Zepsuło Ci cały obraz U2.

    Racja. Teraz wychodzi. Muszę sobie kupić jakąś piosenkę U2. Jedną jakąś. Może „One”?

  13. Z WIldhoney faktycznie byłby problem słuchając nie po kolei. A jeśli idzie o „Dark Side…” to WO jest fanem tej płyty. Ciekawe czy traci czas na słuchanie w całości i w kolejności.

  14. a propos kolejności i zamiarów artystycznych

    Na „Lateralus” Tool jest podwójny kawałek „Parabol/Parabola”. Na kasecie są połączone w jedno [na CD pewnie też]. Wersja, która jednak mi o wiele bardziej utkwiła w pamięci to taka z płyty, w której jest sekundowa przerwa. Brzmi to dużo lepiej i inaczej sobie tego nie wyobrażam. A przerwa pojawiła się ze względu na ustawienia programu do wypalania, bo oczywiście był to rip. Podobnie przez kilka lat miałem „10 000 Hz” Air wypaloną od końca – też dobrze brzmi 🙂

    pzdr

    Tool: http://www.youtube.com/watch?v=o76mHEFQMXY&feature=related

    04:08 min.

  15. Na CD „Lateralus” też jest podział na „Parabol” i „Parabola”, ale umowny, tj. przejście jest gładkie. Zresztą na tej właśnie płycie są inne układy słuchania, nie pamiętam nawet jakie. Wiem, że jeden idzie wg ciągu Fibonacciego. Kiedyś mój kumpel, spory fan Toola, robił miksy w WAV właśnie takich pozmienianych form. Nawet ciekawe to było.

  16. Ciąg Fibonacciego? A to nie jest jakieś gadanie chłopaków z Toola? Oni sporo takich rzeczy opowiadali, tworzyli zawsze taką aurę tajemniczości.

    Choć ja żadnej płyty Toola nie próbowałbym słuchać w innej kolejności. Układa się i już.

  17. Wikipedia ma nawet artykuł. Mój kumpel to wytrzasnął z jakiejś strony o Toolu. Zresztą, wtedy o „Lateralusie” było w cholerę rzeczy, tak dogłębne analizy tekstów, połączenia z kabałą itd. Co fajne, te inne układy, nawet pasuje do siebie. Ale, to jest liczone na zasadzie ilości sylab w każdej piosence czy coś, nie pamiętam już.

    Z jednej strony – it’s a longshot, z drugiej – it’s Tool.

    Dzięki tej płycie jedyny w grupie wiedziałem na czym ten ciąg polega 😀

  18. Czyli jakieś plusy były. Pamiętam jak kupiłem książkę o Toolu, Koziczyńskiego. Tam było sporo takich materiałów, sporo takich ciekawostek. Koziczyński odwalił kawał dobrej roboty, a to było jeszcze w czasach przedinternetowych, więc dobra robota. Teraz takie książki to przeżytek.

  19. Nie dziwię się, bo to taki bryk raczej. Wydane w 2002r., pisane pewnie wcześniej, ale ja kupiłem to w 2002. Hmm… To już w czasach internetsów, ale jeszcze beze mnie one były.

    Tak, to ten Bartek. Pamiętam, że łyknąłem tę książkę szybciutko, ale bez emocji. Mnie bardziej interesowały wszelkie Toola odnogi: Green Jelly itd. A tam o tym było.

  20. Dużo o tej książce słyszałem na forach (wtedy fora były kurde fajne), ale jak mówię, mój kolega co chwile gadał, że „o o o, tam facet źle powiedział” itd., więc miałem przez GG całą książkę wyłożoną a w dodatku z poprawionymi błędami. Chociaż wiadomo, jak to jest, poprawiać błędy na informacjach z netu.

  21. Hehe, no tak. Dlatego teraz takich książek nikt nie wydaje:D Ja przeczytałem książke w apogeum mojego zainteresowania kapelą, teraz to mi w sumie obojętne, wtedy może bym się jakoś zaangażował.

    A propo Koziczyńskiego, to jest w ogóle śmieszna dla mnie trochę postać. On biedak musi robić w TR wywiady z jakimiś Linkin Park itd., a czasem prowadzi też audycję na Czwórce. Pamiętam jak jakieś 2 miechy temu tematem jego audycji był grunge. No to puścił: „Smells Like…”, „Alive”, „Spoonman”, „Would?”. Taki the best of. I jeszcze opowiadał o grunge’u. Że w latach 90 – tych to było, że w MTV. Spoko, bardzo dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem.

  22. Co Ty, jak nikt. Dziś dostałem książkę „Auto-bio-Grabaż”, z 2009 chyba. Taki wywiad-rzeka, na razie przeleciałem parę stron, ale ponoć są i interpretacje i ciekawostki itd. Moim zdaniem taka forma to jedyna słuszna, kiedy piszesz o zespole, bo i treść świeża (bo koleś rozmawia z Tobą bezpośrednio) i pewna (bo mówi autor, a co powie – jego sprawa).

    Koziczyńskiego znam tylko z tej knigi i jak mówię, ma u mnie troszkę złą sławę przez te niby błędy. TR nie czytam, radia nie słucham.

  23. To racja. Wywiady czy autobio to chyba w tym momencie najlepsza forma. Ja jeszcze lubię czytać takie akademickie dyrdymały. Typu eseje jakichś mądrych głów jak Steve Reich, Chris Cutler czy Edgard Varese. Albo felietony (np. Andrzej Dorobek). To jest taki mój fetysz, bo tam mam czyjeś subiektywne podejście podlane takim przemądrzałym tonem. To lubię!
    Bo cała reszta to w necie właściwie jest.

  24. Kiedyś myślałem, czy by nie zacząć kupować jakiejś pracy właśnie dla felietonów, artykułów, ale uznałem że leżałyby i czekały, aż będę miał chwilę. Bo jakiś porządny tekst to nie jest dziesięć minut przy śniadaniu.

  25. No kupuję, TR kupuję co miesiąc, ale to tylko i wyłącznie z sentymentu i przywyczajenia. Czytam to wszystko, te wkładki. Ostatnio o Gov’t Mule przeczytałem, choć nie mam pojęcia po co, ale wiesz, w kiblu ten TR leży, to czytam sobie przez miesiąc. I to tyle co kupuje. Zagranicznych mi się nie chce, bo to drogie jak płyta prawie.

    Już tyle razy sobie mówiłem, że przestanę ten Teraz ROck kupować, ale jak tylko widzę nowy numer, to biorę. No mam sentyment, bo wkurzam się co chwilę czytając ten periodyk.

  26. Ja kupowałem, ale dawno, z rok temu, NEO Plus, tak chyba z pięć numerów, też w celach toaletowych. W końcu przestałem, bo mimo chęci, wizja 30-paroletniego kolesia starającego się mówić jak maturzysta to jednak nie mój styl.

  27. NEO Plus to są jacyś kolesie z Secreta właśnie, plus nowy narybek. Pamiętam jeszcze jak byłem smark, to kupowałem SS, miałem nawet dwa numery gdzieś tutaj, przeczytane od deski do deski. Wtedy to się super czytało, ba, teraz się super czyta, bo pisane zupełnie inaczej. Teraz, jak mówiłem, to są kolesie którzy wtedy mieli 20+, a piszący nierzadko gorzej i bardziej „luzacko” niż przeciętni blogerzy z tego nurtu.

  28. Uwaga, marudzę: 🙂
    1. Jak ja nie cierpię, jak zespoły zamiast muzyki robią piętrowe konstrukcje matematyczno-teologiczno-polityczne, że to niby płytkę z astrolabium w łapie trzeba rozkminiać. A ja głuchy nie jestem i słyszę przeca, że tam w kółko 4 funty lecą… I się wkurwiam, bo: primo, 3 stykną, secundo, jakoś nie łykam głębi przeliczania logarytmu z ilości sylab w bonusowym tracku po odjęciu wieku babci wokalisty
    2. Jak ja nie lubię prasy muzycznej – recki lubię tylko, krótkie, i wywiady, ewentualnie. Wbijam w rozważania, co tam jakiemuś pryszczatemu się kojarzy z płytą [na ogół dupy, albo w połowie przeczytane i w ćwierci skumane lektury obowiązkowe ze studiów]. Opisów stosowanych strun i wzmacniaczy już nie wspominam, bo mi się łazanki wracają…

    ps. Dzieki za namiar na T- Bona – bardzo w moim guście 🙂

  29. @Tomek – teraz to właściwie cały internet pisany dziwnym językiem. Jezu, czasem muszę guglać, żeby załapać o co idzie. jakbym to jeszcze w prasie miał, to bym chyba wymiękł. A tak, kupuje Teraz Rock i tam Wiesiek Weiss rzeczowo o Floydach dajmy na to. Nic tylko fajeczka i szklaneczka whisky 😀

    @futrzak – a marudź, ale po części ci się nie dziwię. Ja w dużej mierze troche się zraziłem do Toola, bo się nasłuchałem, naczytałem, a potem na żywca zobaczyłem, że oni każdy koncert toczka w toczkę. Skupię się na ich studyjnych nagraniach, ale w kolejności. A wracając do głównego wątku, to Residents też raczej warto słuchać po kolei;)

    O reckach pamiętam gadaliśmy już, ja z reguły zawsze się na recki zżymałem, a teraz wymyśliłem Projekt Recenzja i jeszcze oceny wystawiam. Kurcze, ale ze mnie hipokryta. Za T-Bona proszę bardzo, świetna rzecz, teraz będzie Machine Head, wow.

    A łazanki kiedyś polewałem keczupem, brrr…

  30. Nie jest tak źle, żeby nie szło zrozumieć, ale często teksty pozostawiają sporo do życzenia.

    @futrzak: ja właśnie lubię takie motywy. Po części pewnie przez to, że nadal próbuję sobie wmówić, że ogarniam ścisłe przedmioty, ale też dlatego, że od małego lubiłem szukać drugiego dna we wszystkim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s