Jubileusz

 Świat ocipiał teraz znowu na punkcie grunge’u, to trochę zabawne. Nirvana, Pearl Jam, dwadzieścia latek. Jest okrągło, jest mokro (od łez i wspomnień). Ja sobie natomiast zajrzałem o dekadę wcześniej. Czy są jakieś przełomowe płyty w roku 1981, takie na miarę Nirvany. No to choćby kilka pozycji:

David Byrne & Brian Eno – My Life in the Bush of Ghosts

The Birthday Party – Prayers on Fire

The Exploited – Punk’s Not Dead

Kraftwerk – Computer World

Black Flag – Damaged

Cabaret Voltaire – Red Mecca

Einsturzende Neubauten – Kollaps

Jak dla mnie same kilery. I tak można pewnie z roku na rok, ale wiadomo, Nirvana. Reedycja. Kurt. Kult.

Reklamy

12 uwag do wpisu “Jubileusz

  1. Wymienione przez Ciebie płyty to kamienie milowe w rozwoju gatunków. Ja bym dorzucił kilka od siebie:

    The Cure „Faith” – może dziś kjury są passe, ale dla lat 80tych to ważny album.

    Jon Anderson & Vangelis „The Friends Of Mr Cairo” – efekt kolaboracji dwóch geniuszy, może za popowy, ale są to wzruszające i zapadające w pamięć kompozycje.

    Maanam „Maanam” – dla polskiego rocka płyta kultowa.

    Rush „Moving Pictures” – może i najlepsza ich płyta.

    Venom „Welcome To Hell” – wiadomo, duży szatan 😉

    Throbbing Gristle „Mission Of Dead Souls” – ostatni występ Genesisa i s-ki.

    Dead Kennedys „In God We Trust, Inc” – no kurczę, „Nazi Punks Fuck Off”, „Rawhide”…

    The Stranglers „La Folie” i „Meninblack” – wtedy to był ważny zespół.

    Iron Maiden „Killers” – może płyta repertuarowo słabsza niż debiut, ale ta okładka (plakat nadal mam gdzieś schowany).

    Depeche Mode „Speak & Spell” – płyta się zestarzała, ale zespół pozostał.

    • WYmieniłem tylko kilka z brzegu, można do tego dodawać ile się chce, lista jest całkiem niezła. Zresztą, rok 1991 też jest obfity, o czym już Dejnarowicz wspomniał na T-Mobile Music. Tylko bez tej maszyny medialnej, bez tego zgiełku, to cisza. Potencjał medialny grunge’u jest spory i zmiata wszystko dookoła. A w sumie ten gatunek wymarł jak mało który.

  2. Masz rację.

    Resztek grunge można było się doszukiwać na pierwszej płycie Mastodona, może w niektórych kawałkach kapel stonerowych. Ale fakt, nikt nie mówił, że te płyty były grunge’owe.

    Tak mi teraz do głowy przyszło, że neo new romantic to mamy, vide Scissors Sisters.

  3. No ale to nie są takie bezpośrednie wpływy z grunge’u raczej. Stoner rock to mi się bardziej kojarzył po linii z soouthern rocka, choć może na wyrost, ale podbarwione to wszystko psychodelą. Grunge się opierał w ogóle na takiej rockowej ekspresji. To było takie bardzo emo. Zauważ, że jak się pisze o kimś, kto gra w stylu grunge, to raczej na zasadzie „przywołuje ducha tamtej muzyki” itd. Zobacz ALice i ich ostatni album. To jeszcze grunge? Mi z grungem bardzo kojarzyła się niezależna scena amerykańska Chicago, Nowy Jork, Waszyngton z połowy lat 90 – tych, ale takie granie było tam zawsze, Nirvana nawet tak brzmi na Bleach. Tak patrzę i widzę, że „grunge” to w tłumaczeniu „obrzydliswto, paskudztwo, świństwo”. Czyli ewidentnie w kontrze do lat 80. Chcecie dzieciaki? To macie 😉 Nie znam żadnej płyty zrodzonej w ciągu kilku ostatnich lat, o której można powiedzieć „grunge”. ALe tak w 100% procentach.

    Scissors Sisters znam tylko gdzieś chyba z dwóch singli. Chodzi ci o to, że jest neo new romantic, a nie ma neo grunge? Bo w sumie jest neo folk, jest post rock, to można i z grungem pokombinować.

  4. [Scissors]

    Tak, chodzi mi o to, że to neo new romantic. Trochę upraszczam, ale chodzi mi też o tzw. otoczkę, czyli wygląd, stroje sceniczne, fryzury. Przypomnij sobie jak wyglądali kolesie z Duran Duran. Toż to obciach.

    [Grunge]

    W sumie wydaje mi się, że nie byłoby i grunge, southern rocka, stonera itd, gdyby nie wpływ Black Sabbath. Ciężkie, brudne riffy, wokal egzaltowany, mrocznie miało być… Te nurty są pokrewne. Mit grunge polega na tym, że tak nazwano całą scenę na której były zespoły stricte metalowe (Soundgarden), alternatywne (Melvins), postpunkowe (Nirvana, przynajmniej na „Bleach”), poza tym niby hard rock, ale czasem bluesa słychać w tle (Pear Jam, Alice In Chains). Do tego porypane Mudhoney, Screaming Trees itd. To wszystko grunge. Krytycy nie wiedzieli co z tym zrobić i nazwali. Bo kolesie byli z okolic Seattle. Odpryski z innych miast vide Stone Temple Pilots czy Smashing Pumpkins. Ale generalnie zgadzam się z tym, co napisałeś. Miało być brudno i chrapliwie, kontra wypieszczonej produkcji lat 80tych. A wyszło ze 200 milionów sprzedanych egzemplarzy płyt 🙂

    Mam straszny sentyment do grunge. I do nowojorskiego hard core’a. Ale o tym już pisałem w komciach.

  5. Oj, ale southern rock, to raczej niekoniecznie z Black Sabbath. Ale to szczegół. Zobacz też, że w sumie szufladka grunge jest mało pojemna. Bo niby wrzucano tam wszystko swego czasu, ale jednak na krótko. To wymarły gatunek, może dlatego budzi takie emocje.

  6. PS.

    Miało być brudno i chrapliwie, kontra wypieszczonej produkcji lat 80tych.

    Śmiem twierdzić, że lata 80te były nawet bardziej chrapliwe i brudne niż 90te. Tyle, że nie w głównym nurcie, bo tam zgoda, pieszczoszkowata produkcja. Ale w latach 80tych było dużo bardzo brudnej muzy, lata90te to często czyściutkie gitarowe brzmienie, ale ono się do mainstreamu przedarło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s