Czy recenzje to dzieła sztuki?

Porcys świętuje dekadę istnienia. Na tę okoliczność portal przygotował parę ciekawostek (fajny dokument), a główne danie to chyba 100 najlepszych recenzji w historii serwisu. Spoko, można poczytać, choć ja niekoniecznie mam ochotę się przez to przedzierać, ale dla fanów Porcys to pewnie będzie fajna retrospekcja. Nasuwa się tylko pewna myśl: skoro podsumowanie 100 najlepszych recek, to ewidentnie recenzja jest odrębnym dziełem sztuki. Warto byłoby porównać ile z tych recenzji pokrywa się z topem dekady jeśli chodzi o płyty, ale tego już mi się nie chciało robić.

Sam też pisuję recenzje, oceniam, przecież Projekt Recenzja to recenzyjny eksperyment, ale jednak są to recenzje. I za każdym razem jak mam pisać coś takiego, to drapię się po łepetynie, bo to trochę jałowa robota jest. Jak tu ując w słowach to, co ktoś chciał ująć w dźwiękach? I w ogóle czy warto?

Druga strona tego medalu jest taka, że im więcej tagów, kategorii i recenzji, tym łatwiej wyłowić coś dla siebie. Bo jednak jak czytam reckę, to właściwie każda płyta już mi się z samego czytania podoba i mam ochotę posłuchać (nawet jak hejtnotka), ale wtedy muszę szybko zerknąć na nazwisko autora (nick) i jeśli znam, mam już w miarę gotową projekcję w swojej głowie czego mogę oczekiwać. Do tego jeszcze nadchodzi koniec roku, a więc wszelkie podsumowania, a z tych jak zwykle dowiem się, co kto w tym roku docenił. I wtedy mam już pełną jasność.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Czy recenzje to dzieła sztuki?

  1. To znaczy, tekst z definicji jest dziełem sztuki, tak samo jak kolejny film z Adamczykiem. Jak ktoś pisze gówno warty tekst, to to nadal jest sztuka, tylko gówno warta. Jak ktoś robi film z Adamczykiem, to to nadal jest film, tylko gówno warty 😀

  2. Racja. Ale kluczem, o który mi chodzi jest to, że jednak recenzja jest opisem innego dzieła sztuki. Więc istotą jest ubrać w słowa muzykę. Niby łatwo, ale czy na pewno nie jest znacznym uproszczeniem. A bloga to w sumie nie traktuje górnolotnie, dla mnie to taki zlew świadomości. Strumień tych wszystkich bzdurek, które mi głowę zalewają. Jakbym miał więcej czasu, to bym pewnie więcej nawet tych „dzieł sztuki” wypuszczał. Ale szczerze przyznam, że przy recenzjach się męczę najbardziej.

  3. Wydaje mi się, że większość recenzji z porcysia to popis ich autorów. Niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ileż ja się oczytałem tekstów, gdzie głównym bohaterem był autor (lub autorzy) i jego przeżycia związane np.: z pogodą, a nie muzyka, która powinna być opisywana. Fakt, niektóre recki porcysiowe są inteligentne i zabawne, niekiedy autorzy docenią artystą z poza ich kręgów zainteresowań (vide recki Isis czy Mastodon), ale generalnie jest to – in the immortal words of Fish „verbal mastrurbation”.

    No i jeszcze pewne uprzedzenia, takie polityczno-poprawne – jak ktoś śpiewa o Bogu to źle, jak o pierdoleniu kotka za pomocą młotka – dobrze. Ktoś gra metal – źle, ktoś jest kopią Radiohead – fajnie. No to uwielbienie dla współczesnej popowej papki tych Rihan, Kajne Westów i innych badziewi. Szkoda gadać.

    Poza tym przestałem ufać reckom porcysiowym jak uznali, że jeden z najbardziej szkodliwych zespołów w historii polskiej muzyki czyli Papa Dance jest fajny – http://porcys.com/Reviews.aspx?id=1046 Od razu widać, słychać i czuć, że to jakieś dziecko pisało, co to o muzyce i latach 80tych ma takie pojęcie jak ja o języku mandaryńskim.

  4. Masz trochę racji. Ja nie bardzo lubiłem ten portal bo tam same recki! recki, recki, recki, ja lubię czasem przeczytać coś innego. Tam niby są inne działy, ale raczej mniej interesujące. Z poprawnością to nie wiem, jakoś nie zwróciłem uwagi, ale zauważyłem, że zaczęli metal doceniać (na pitchforku też). Z Papa Dance to tak, Borys chyba jako pierwszy zaczął się podniecać starym polskim popem, przecież sam z nimi (głównie gośćmi ze Screenager.pl) darłem koty o ten polski pop, mainstream i jego rehabilitację, więc wiem mniej więcej co i jak.

    Ale coraz częście czytam Porcys, bo po prostu to część mojej codziennej prasówki.

  5. Ja z porcysia nadal głównie recki – 99% wykonawców nie znam, ale lektura stanowi zabawny przerywnik podczas degustacji porannej kawy. Mam do tego podejście czysto rozrywkowe – już dawno przestałem się tym wkurzać. Inne działy jakoś mnie nie kręcą, może ze względu na to, że gros opisywanych wydarzeń/muzyki/rankingów to nie moja bajka. Czasem zajrzę, ale bez emocji.

    Co do rehabilitacji polskiego popu to nie rozumiem tego co robi Borys. Papa Dance na tle popu z Zachodu z porównywalnego okresu to przecież totalna żenada. Przypomnę, że wtedy na Zachodzie pop to Tina Turner, Michael Jackson, Duran Duran, Elton John, Madonna. Można jeszcze długo wymieniać. Aż chce się powiedzieć „bitch, please…”. Papadensiaków można porównać do Limahla, ale to taki sam poziom żenady i muzycznej degrengolady. Dlaczegóż by rehabilitować żenadę jaka zdarzała się w latach osiemdziesiątych, pozwolę sobie sparafrazować Świetlickiego. Ale cóż, jego portal, jego sprawa.

  6. Ja tam też głównie recki czytam, z tym że powiedzmy znam te kapele stąd, że gdzieś o nich czytałem. Ale znając gust Porcysowych writerów albo olewam, albo sprawdzam na jutubie.

    W kwestii popu problemem z mojej strony jest to, że za młodu byłem masakrowany nagraniami takich papa densów i krawczyków krzysztofów zewsząd, więc ciężko mi się teraz tym podniecać. Jak już słyszę, to często nawet teksty kojarzę, a teraz mi mówią, że to zajebiste jest. No sorry.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s