Koniec roku

Rankingi nawet lubię, bo mogę nadrobić zaległości z całego roku, ale artykuły typu „najlepsze płyty na imprezę sylwestrową” jakoś mnie irytują…

Reklamy

31 uwag do wpisu “Koniec roku

    • Tak, tak, ten, podobał mi się. Ale poza nimi znam tylko (średnie) „Stories…”, a i to dlatego, że tam jest świetny kawałek z Yorke’m.

      Na „Let England Shake” końcówka jest średnia, szczególnie „Written on the Forehead”, ale pierwsza połowa płyty zamiata słodko.

      • No właśnie dla mnie za słodko. Za sterylnie, za patetycznie, za poważnie, jakoś tak nie mój klimat już. W ogóle teraz przeglądam sobie płyty najlepsze z 2011 i jakoś nie za bardzo.

  1. Ja mam w 2011 przesłuchane sporo (jak na mnie), a szczerze mówiąc nie ma nic mega mocnego poza Radiohead. Reszta to jest góra 3,5, PJka dostała 4, ale jeszcze może mi spaść.

    Niby i nowa Bjork i Ulver, i Radiohead właśnie, Battles, Myslovitz, Boris, a jak się dobrze przyjrzeć, to na siłę toto wszystko, prócz RH, oni ciągle wydają mi się walczyć. Z drugiej strony rok temu był i Massive Attack (po stu latach), Deftones, Anathema, Manics, Sufjan, a też średnio to wyglądało.

    Jak już mnie się nie chce robić listy, to znaczy że jest bieda.

    Ale mi dziś nad ranem 1k rejtów na RYMsie siadło. Mam sukces.

  2. Jakbym swój subiektywny ranking robił, to by to traciło myszką. Bo coraz częściej grzebię w jakichś nieznanych starociach. Tu 1982, tu 1973 itd. Coraz rzadziej chce mi się być na bieżąco, bo to sie wiąże trochę ze słuchaniem z musu. Jak słucham dla przyjemności, to nie dam rady byc na bieżąco. Dlatego lubię rankingi u innych 😉

  3. To był bardzo dobry rok, płyt fajnych co niemiara. Kate Bush, Tom Waits, Primus, Anthrax, Decapitated, Dream Theater, Machine Head, Beastie Boys, Peter Murphy, Radio Moscow, Jane’s Addiction, Crowbar, Cynic, Fair To Midland, Orchid, Vader, Pestilence… Sporo by wymieniać.

    Z drugiej strony tzw. uznane firmy dały dupy – najgorsza (chyba) płyta Radiohead w karierze i beznadziejne Red Hot Chili Peppers. Bjork nudna jak flaki z olejem, wolałem nawet Adele posłuchać niż panią Gudmundsdottir.

  4. Kate zrecenzowałem, Waitsa jeszcze dobrze nie znam, pobieżnie, ale nie zwalił mnie z nóg, Primus swietny, Anthrax nie słyszałem, Decapitated pisałem, Dream Theater nie znam, MH pisałem, BB świetni, Peter Murphy, Radio Moscow, Jane’s, Crowbar, Fair, Orchid, Vader, Pestilence nie słyszałem. Red Hotów też nie słyszałem 😀 Bjork też 😀 He, słabo jestem przygotowany. Ale ja sobie dopiero nadrobię.

    Rutę za to znam i mi się bardzo podoba!

  5. „Medullę” też znam dość pobieżnie, Volta mi się nie podobała. Zgubiłem się, dla mnie pani Bjork to trochę bohaterka przeszłości. Lubiłem bardzo, ale jakoś mi się nagle znudziła, coś jak PJ. Potrafię nad tym usiąść, w zadumie stwierdzić „tak, to dobry album, świetna muzyka”, ale nie potrafię się wciągnąć. I nie chce mi się wracać do tych albumów, a to dla mnie wyznacznik w moim osobistym rankingu.

    @tomek – ps. a propo RYMa. Zauważyłem, że bardzo różni się nasz sposób oceny. Ty jesteś dość krytyczny, ciężko u ciebie o wysoką notę, ja walę z grubej rury. U mnie mnóstwo piątek. Jakoś tak nie potrafię inaczej. Może jak będę miał dłuższą listę, to zweryfikuję, ale na razie się bawię 😉

  6. Tak każdy ma na początku chyba. Ja dawałem dawniej wszystkim najniżej 3.0. Albumowi, który mnie średnio ruszał – jebut, 4.0. Ale potem przychodzi problem, skoro dałem Modest Mouse czwórkę, to cholera, „Low” Bowie’go powinno dostać 10. I zaczyna się sprawdzanie ocen i szukanie jakiegoś środka. Dlatego mam tylko 19 piątek. Czasem chcę dać kolejną, ale po dłuższym czasie daję niżej.

  7. W sumie racja. Ja jednak trochę inaczej podchodzę do ryma (na razie). Bo kiedyś prowadziłem sobie bazę danych przesłuchanych rzeczy, taki kalendarz, ale jakoś nie byłem w tym sumienny. Teraz chcę żeby tę funkcję pełnił rym. Jako baza danych tego co przesłuchałem, że jak sobie po pół roku przejrzę, to zobaczę do czego tu by wrócić. A daję często oceny po pierwszym wrażeniu. Z reguły też słucham tego, na co mam ochotę, więc tez trochę stąd te wysokie oceny. Dlatego też nie znam Waitsa, Red Hotów czy Bjork, bo mi się nie chce po prostu. Coś czuje, że na przykład nowy album RHCP dostały 2. Dlatego nie słucham, bo mi trochę czasu szkoda itd.

  8. O, niedawno słuchałem Red Hotów. Z tym, że ja mam ich… ja wiem, z pięć, może więcej, singli, które bardzo lubię, a resztę po prostu puszczam gdzieś tam bokiem. „Greatest Hits” to ich jedyny album którego mogę słuchać bez skipowania albo ziewania.

    „Zephyr Song”!

  9. „Blood Sugar Sex Magic” to fajny album. Opus magnum Red Hotów. Teraz to ja nawet nie wiem co oni grają, czasem coś się rzuci na uszy, ale jakoś mało mnie interesuje ta kapela.

    A jeszcze w zeszłym roku ukazała się płyta Metaliki i Lou Reeda. Rzuciłem uchem na to, pare utworów, ale pierwsze co pomyślałem to: „kurwa, czemu to takie długie?!” I tyle, już więcej do tego nie wracam. To tak a propo starych gwiazd.

  10. O Metallice i Lou słyszałem jedynie na uczelni. Wykładowca powiedział „Metallica nagrała album z Lou Reedem.”. Cool. Widziałeś średnią na RYMie?

    Nigdy nie sprawdziłem tego albumu Redów. Chyba dlatego, że tam jest „Give It Away”, a ja tego kawałka nie trawię. Z drugiej strony, chciałbym kiedyś przesłuchać ich całą dyskografię, tak po prostu, z ciekawości. Tak, żebym z czystym sumieniem mógł mówić „mają dobre niektóre single”.

    Ale znowu, kilka ich płyt znam, a teraz słucham pierwszego albumu Frusciante i podoba mi się dużo bardziej, niż cokolwiek, co słyszałem od nich (z czy bez Johna). Jus’sayin’.

  11. „Blood Sugar…” jest fajne, tyle, że tam jest tyle dobrych kawałków, że właściwie można zasinglować cały album. „Give It Away” jest zajechany na maxa, jak „Passenger” Iggy’ego na przykład. Ale płyta jest świetna.

    Średniej Metaliki i Lou nie sprawdzałem. Zawsze jak wejdę na RYMa, to zagrzebię się tam za jakimiś nieznanymi rzeczami i nigdy nie sprawdzam takich standardów jak Metalica czy RHCP. Choć czuję nosem, że „Blood Sugar…” ma tam pewnie średnią blisko 4.

  12. Pewnie sprawdzę ten album niebawem, teraz puściłem sobie składankę promo jakąś niedawną. I fajnie, niech kto mówi co chce, Red Hoci single mają mega.

    Meta ma 1.6, „Blood…” 3.8. Z drugiej strony, „Californication” ma 3.6 a ja dałem ledwo trójeczkę.

  13. „Californication” jest przesłodzona. To jest album kolesi, którzy wyszli z ćpania i wyszedł im ładny albumik. „Blood Sugar…” jest na takim gazie, że aż czuć nosem te dragi 😀

  14. Dragi to czuć ale w pierwszym solowym albumie Frusciante. Słuchałeś? Ja wczoraj ze dwa razy, dziś jak wrócę do domu to też poleci. Fajny jest, bardzo, chociaż momentami czuć, że bardzo się stara pokazać, że się nie stara.

  15. Nie, nie słuchałem. Słuchałem tylko „To Record Only Water…”, ale mnie tam te automaty perkusyjne wkurwiały. Bo w sumie to chyba całkiem niezły album był, muszę odświeżyć.

    Pierwszy album Fru 1994r., „Blood Sugar…” 1991. Czyli pierwsza połowa lat 90-tych. Kawałki mu się pewnie z rękawa sypały.

  16. Wikipedia mówi, że przez te lata był jednym cięgiem najebany. Przez palce patrząc na te informacje, to i tak ładne pociągnął, jak w 91 odszedł z RHCP, to gwiazdą wielką nie był.

    On ten album zaczął ponoć pisać, jak miał 8 czy 9 lat czy coś. Aphex Twin też sam napisał program do robienia muzy z działań matematycznych w przedszkolu. Ja w zerówce zarzygałem podłogę.

  17. Też w zerówce rzygałem. Jak mi kazali jeść zupę wiśniową. Powiedziałem, że nie lubię i jak zjem, to się porzygam. To nie, kurwa, jedz! mówią. Zjadłem, zerzygałem.

    Jeszcze Al Jourgensen też sporo ćpał. Jak nagrał Animositosomina to miał chyba 44 lata, to mówił wtedy, że połowę życia był na herze.

  18. U mnie to było zajebiście gorąco i duszno, wiesz, czerwiec, żar z nieba, a okna pozamykane. W końcu Tomkowi zrobiło się za gorąco i poleciałem. Ah ta nostalgia.

    Rysiek Riedel też sporo ćpał! Oh, wait. No, nie lubię Dżemu za jasną cholerę.

    Kurde, ja Ministry znam tylko tak trochę, zaczęte kiedyś tam, sto lat temu z mp3 ;(

  19. Dżemu nie lubimy obaj 😉 Ministry jest fajne, ale do czasu. „Psalm”, „Filthpig” są super. Cpuńska muza fajna jest, kiedyś nawet tekst długi (kiedyś takie długie eseje pisałem) o muzie na dragach. Sporo tego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s