Jest tyle kapel

które kiedyś były naprawdę zajebiste. Kiedyś dałbym sobie głowę za nie uciąć. W każdym calu, pod każdym względem wypas. I nagle bum, kapela nie jest już fajna. Ale ja wciąż bym się kłócił, że jest, bo właściwie chciałbym żeby była. I tu jest problem, bo właściwie zostaje mi projekcja kapeli, a właściwie jej muzy. Że chciałbym żeby tak, żeby inaczej, a oni uparcie gdzieś swoją stroną, po swojemu. A ja już nie ten, kiedyś to panie lepiej było. Jedną z takich kapel jest Gomez. Kiedyś nawet popełniłem o nich notkę. Teraz co jakiś czas sprawdzam co u nich, ale nam już nie po drodze. A tak chciałbym żeby było, bo jednak tymi dwoma albumami to się nie nasyciłem. Kiedyś nawet jak pożyczałem kasety Gomez kumplowi, to we dwóch mówiliśmy, że w muzyce gitarowej przyszłość to Gomez. I koniec. Nie lubię już Gomez, a szkoda, bo chciałby lubić. No chciałbym, ale jak?

Bo kiedyś:

A dziś…

Reklamy

5 uwag do wpisu “Jest tyle kapel

  1. Prawda. Z tym, że ja najpierw zakochałem się w „Liquid Skin”, potem dotarłem do „Bring It On”. Tych płyt nie można było kupić ot tak, przynajmniej w Lublinie wtedy. Ale dwa pierwsze albumy to killery absolutne.

  2. Ja miałem szczęście. Kolega przywiózł ten album z Holandii po wakacjach w 1998, zresztą przy okazji nabył również kilka cd NIN, Marylin Manson, „TV Sky” Young Gods, „The Burning World” Swans, Laibacha „Jesus Christ Superstar”. Było wiele radości. Pół osiedla przegrywało to na kasety.

  3. Pół osiedla przegrywało to na kasety.

    aaach… przecież to piractwo 😉

    Ja kupiłem kasetę jak zobaczyłem klip. Tyle, że klip był do kawałka powyżej, a w sklepie mieli tylko „Liquid Skin”, co wprawiło mnie w spory galimatias, bo tam jest kawałek o nazwie „Bring It On”, a przecież taki tytuł ma pierwszy ich album, na którym jest właśnie „78 Stone Wobble”. Uznałem, że wszystko gra i całe szczęście kupiłem. Podobną akcję miałem też z Eels. Usłyszałem „Last Stop: This Town” z albumu „Electro Shock Blues”, a w sklepie był tylko debiut „Beautiful Freak”, który też całe szczęście kupiłem. Dopiero jakiś czas później dokupiłem drugi album. „Bring It On” Gomez już nie dokupiłem… Pewnie dlatego na pamięć znam „Liquid Skin”.

    Pamiętam te płyty, które wymieniłeś. Też się nimi wtedy jarałem. O Young Gods było chyba najtrudniej. Kumpel miał „Only Heaven”. Oczywiście przegrałem, katowałem.

  4. Z Young Gods to w ogóle była porażka jeśli chodzi o dostępność. Nawet w czasach masowego piractwa, gdy na pólkach sklepów muzycznych leżały kasety z muzyką Laibach, No Means No czy Einsturzende Neubauten trudno było o muzykę Szwajcarów. Zostawało radio – ich drugą płytę miałem nagraną, chyba z „Trójki”, albo Rozgłośni Harcerskiej, albo takie klimaty jak opisałem – ktoś pojechał na Zachód i przywiózł płytę.

    „Only Heaven” – genialne, zresztą to świetna kapela, do tej pory lubię słuchać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s