Projekt Recenzja: G.G.F.H. – Disease

Wmichael zarzucił do recenzji płytę, której nigdy nie słyszałem. Więcej, nie miałem zielonego pojęcia cóż to za kapela. Po krótkim riserczu (nie za głębokim, żeby nie zepsuć), dowiedziałem się, że to trochę industrial. I dobrze.

Album z roku 1993, na świecie już panował industrial spod znaku NIN i Ministry. To co słychać na albumie Disease już nie za bardzo się w tym mieści. Za to spore tu odniesienia do muzyki elektronicznej, nawet techno. Brzmi to trochę jak industrial skojarzony z muzyka spod znaku Prodigy może. Dość jednostajny rytm, w tle jakieś odgłosy, zaśpiewy, dziwne dźwięki, zawodzenia. Oprócz tego różne gadki (z morrisonowskim Father? Yes son? I want to kill you na czele). Na wiki znalazłem określenie stylu muzycznego, który uprawia GGFH jako horror techno. Trochę ekwilibrystyczne stwierdzenie, ale zanim się z nim zapoznałem, to ten tekst z The End Doorsów plus muzyka GGFH przypomniały mi film Halloween. I jeszcze ten wokal. Schowany, harczany, ale na jakimś vocoderze. Czasem z tyłu, tu nie popis śpiewu, to jest klimat. Ta muzyka ma wprowadzać w pewien nastrój i to się udaje.

Dobra, muszę jakoś wreszcie się uporać z tą płytą, bo na razie lecę po samych dyrdymałach i wytartych frazach, ale napiszę wprost, że ciężko mi tę muzę ująć w jakieś słowa. Mi to się kojarzy najbardziej z nurtem EBM, z kapelami w rodzaju Die Krupps, Skinny Puppy, Front 242. To jest ewidentnie nurt muzyki tanecznej z drobną tylko różnicą. O ile w wymienionych kapelach nurtu EBM naprawdę można było ciałkiem poruszać, tak w przypadku GGFH jest to o tyle trudne, że w tych utworach bardziej chłopaki (DJ Ghost, Evol) dbają o nastrój. To jest trochę przećpana muza, to słychać i nie ma co ukrywać. Słychać w tym fascynację techno, a jak techno to się nie da uciec od dragów (przynajmniej w skojarzeniach).

Nie znam innych dokonań GGFH, mogę się tylko domyślać, ale z tego co pisał Wmichael w komentach o propozycji swojej, płyta , była swego czasu dość kultową pozycją w niektórych kręgach. Mam pewną koncepcję dlaczego. O ile cały nurt EBM był jakoś ożeniony z gitarą, może czasem słabo, ale jednak, tak tutaj jest ewidentny przeszczep muzyki tanecznej, ale w bardzo psychodelicznym stylu. Monotonne, czasem fabryczne rytmy, harczany, ale nie growlowy śpiew, bardziej jakieś deklamacje, to wszystko składa się na album, który wyprzedził pewnie lekko swój czas. Pamiętajmy, że rok później Prodigy wydali swój album Music for Jitled Generation, Trent Reznor zaczął gościł na listach przebojów ze swoim aksamitnie wyprodukowanym industrialem. Na GGFH słychać, że to jeszcze jest wciąż w garażu, ale dzięki temu ta muza jest mocna i ma mnóstwo plusów. Gdyby to złagodzić i zaokrąglić wyszłoby raczej słabo, a tak jest naprawdę ostro. Tytułowy kawałek wymiata swoim beatem.

Swoją drogą to dość ciekawy kontrast, takie bity i taneczne motywy, a do tego jakiś dziwny, harczany, schowany wokal. Miałem płytę zjebać, po pierwszym przesłuchaniu, bo trochę już odszedłem od takiej muzy. Ale jakoś się wciągnąłem i nagle usłyszałem drugie dno. Problem polega tylko na tym, że o ile mam sentyment do tego nurtu, to jednak płyta mnie nie powaliła. Podejrzewam, że gdybym ją poznał w latach 90 – tych, wywarła by pewnie większe wrażenie, dziś już trochę nudzi, tak jak większość nurtu EBM. Ale cieszę się z tej propozycji, bo dzięki temu znowu wlazłem w industrial i znowu posłuchuję całej pierwszej fali, a to tygryski lubią najbardziej. GGFH nie należy jednak do pierwszej fali nurtu, w związku z tym ocena:

3,5/5

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Projekt Recenzja: G.G.F.H. – Disease

  1. Bardzo trafna recenzja. Z tym przećpaniem muzy GGFH to trafiłeś w sedno 😉 I faktycznie, nawiązania do EBM są widoczne. Front 242, Skinny Puppy – jak najbardziej tak. Zresztą wtedy, to czego słuchaliśmy na imprezach to była totalnie walnięta mieszanka. GGFH, „Clouds” Tiamat, pierwsza epka Tool, „Twilight of The gods” Bathory, Front 242, Prodigy „Experience” i nagle Mayhem „De Mysteriis Dom Sathanas”. A chwilę później składanki hard core techno z serii „Thunderdome” przeplatane Biohazard. No po prostu zdrowi to my nie byliśmy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s