Robienie w sztuce

Obejrzałem wreszcie Więcej Czadu. To całkiem ciekawe doświadczenie obejrzeć po latach film, który robił takie wrażenie jak człowiek był młody. Film dość prostolinijny, nie ma tu się co zastanawiać. Chłopak młody, z liceum zakłada piracką stację radiową i nadaje ze swojego pokoju. W swoich audycjach zaczyna piętnować szkołę, do której uczęszcza, bo to jest zła szkoła. Pani dyrektor jest jednoznacznie zła i postępuje niewłaściwie moralnie, nie ma co do tego w filmie żadnych wątpliwości. W ogóle rodzice są bez uczuć do swoich nastoletnich pociech, ojciec głównego bohatera też się go czepia, jest oschły, wypalony, dopiero pod koniec filmu budzi się w nim młodzieńczy idealizm i poczucie sprawiedliwości. Co ciekawe dziewczyna, która zdobywa serce naszego radiowca rodziców prawdopodobnie nie ma, pewnie dlatego jest taka wyluzowana. Sprawiedliwość jest definitywnie po stronie naszego bohatera, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. I tu jest ciekawe jak bardzo zmieniły się dylematy. Przecież nasz radiowiec prowadzi nielegalną stację radiową, puszcza muzykę, a raczej nie odprowadza z tego tytułu żadnych opłat, jeden z uczniów sprzedaje kasety z nagranymi audycjami didżeja, czyli piractwo pełną gębą i do tego z korzyścią finansową (bezpośrednią!). Te problemy w ogóle w filmie nie istnieją. To nie są problemy! Dodajmy jeszcze, że niemalże pół szkoły pali papierochy, nasz główny bohater popija piwko. Zastanawiam się, czy dzisiaj też tak jasno byłby to pozytywny bohater. Pewnie by nie palił, bo teraz palą czarne charaktery, ale z takim piractwem to nie do końca byłby pozytywny.

A dziś? Mamy jasno określone czym jest piractwo, bezpośrednie i pośrednie korzyści handlowe. W dyskusji na temat praw autorskich i własności intelektualnej co i raz przewijają się porównania do samochodów, produktów namacalnych. Parę lat temu toczyła się kampania społeczna (może delikatna, ale jednak) mająca na celu uzmysłowić, że ściąganie to kradzież. Myślę, że się to częściowo udało. O ile sam z ciekawością przyglądam się dyskusji na temat ściągania, piracenia, o tyle ze zdziwieniem patrzę na to „uprzedmiotowienie” nagrań. Bo nie piję tutaj do jumania seriali z netu, tylko do samej muzyki, płyt, albumów, bo w końcu jedną z głównych kukieł palonych przez intarnautów, jest kukła Hołdysa, muzyka w końcu. No więc skoro muzyka to produkt taki jak samochód, chleb i inne, który można ukraść, to warto się też zastanowić nad pozostałymi aspektami takiego produktu (jakość, cena, gwarancja, reklamacja). Spoko, So Be It jak mawiał Christian Slater w Więcej Czadu, ale parę rzeczy trzeba sobie na nowo chyba ustalić, bo jednak internet przez te 20 lat wywrócił sprawę do góry nogami. Teraz jak muzyk nagrywa płytę, to robi po prostu produkt i za swoją pracę powinien otrzymać wynagrodzenie. So Be It. A pierwszym prawdziwym i szczerym artystą, który takie podejście zaprezentował i otwarcie zaczął głosić jest Maciej Maleńczuk. On pierwszy zrozumiał, że robienie w sztuce to robota jak każda inna. Nic więcej.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Robienie w sztuce

  1. Warto też zastanowić sie nad kwestią pełnego legalu wszystkich dóbr inelektualnych a przez to ich dostępności. Ciekawe czy dochody koncernów drastycznie by wzrosły, czy stać nasz szaraczków na kupienie tego co ściągnęliśmy. Pewnie nie, stąd przyzwyczajeni do szerokiego dostępu do darmowej „sztuki” musielibyśmy gwałtownie ograniczyć nasze horyzonta. Jaki wpływ maiłoby to na kondycję inetelektualną mas? czy po złotych czasach full serwis illegal, nastałyby czasy średniowiecznego wieku cyfrowego? Wydaje mi się , że prosta kalkulacja oparta na tym, że przez ostre sito kontroli upowszechniania w sieci dóbr kultury, wzrosną „nam” dochody jak w złotcyh latach 80-tych i 90-tych jest złudna. Poaz tym hakerzy nie zasną nagle, bo wysztskich korporacje nie kupią, może coś znajdą dla nas, zjadaczy kultury.

  2. Racja. To po prostu może doprowadzić do sytuacji, że po kulturę będą sięgać osoby, które na to stać. Ale to z kolei powoduje, że osoby, które na to stać wcale nie muszą być nie wiadomo jak ukulturnione. Bo z jednej strony jest takie nabijanie się z „ziutków, którzy jumają”, a z drugiej wielkie wzdychanie, że ojej jaki ta polska zaścianek, bo tylko seriale tvn itd. Skończy się tak, że będą się sprzedawać tylko artyści świeżo umarli (casus Amy Whinehouse i Whitney Houston).

    Najlepiej zostać dziennikarzem muzycznym. Nowości masz za free w redakcji, a kupujesz tylko to, na czym ci zależy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s