House muzyka komputerowa

Grzebiąc na allegro za jakimiś rarytasami znalazłem niezłą ciekawostkę. Taka oto płyta mignęła mi podczas poszukiwań:

Więcej info tutaj.

Ja nie znam zbyt dobrze muzyki house, to nie moja bajka, wiem tylko, że palce na pewno maczali tam Genesis Orridge i chłopaki z Coil. Ale co z czym i jak, to nie wiem. Ten składak został wydany przez firmę Arston w 1988r., a gromadził utwory z lat tak circa 1986. Paru sobie odsłuchałem na youtube, bez rewelacji, ale sama nazwa składanki mnie powaliła. W 1988r. to u nas komputery nie były chyba na porządku dziennym, więc taki slogan „Muzyka Komputerowa” musiał pobudzać wyobraźnię. Hipsterska rzecz pewnie.

Reklamy

32 uwagi do wpisu “House muzyka komputerowa

    • Gdybyś kupił, mógłbym narzekać, że mi sprzed nosa sprzątnąłeś. A tak – dupa. Zresztą, wydałem sporo w tym miesiącu, „Finneganów tren” 95zł z przesyłką 😦 I to przedpremierowo, potem stówka + 15zł wysyłka, bo oni tego nie puszczają do księgarń.

  1. No tak, ten Joyce. Ja upolowałem pierwsze Voo Voo i John Porter – „Helicopters”, za śmieszną kasę. To fajne plyty. No i kupiłem McCartneya „Chaos and Creation in Backyard” bo było przecenione w Saturnie 🙂 Czyli miałem miesiąc okazji 🙂

  2. Nienawidzę Cię 😦 Ja zawsze jak chcę kupić jakiś album w promocji (przeważnie przez żmudne szukanie) to nigdy nie wpada coś, co by mnie interesowało, ale za kilka dni, jak tę forsę przesram na głupoty, to wychodzi taki King Crimson za 30zł na Alle.

    Z drugiej strony, dla kogo Voo Voo to okazja :]

  3. Jak nie mam jakiejś wolnej kasy, to nawet nie przeglądam. A jak byłem w saturnie, to oczywiście po coś całkiem innego, ale przypadkiem przechodziłem obok płyt. Zauważyłem QUOTSA – „Rated R” za 19.90, więc doszedłem do wniosku, że parę innych rzeczy też będzie taniej. I miałem rację.

    A słuchałeś pierwszego Voo Voo? To jest w ogóle wyjebany w kosmos album. Kompletnie inna bajka.

    • Ja jak mam kasę, to przeglądam, potem przesrywam kasę i wchodzę zrobić listę „na później”. Dlatego przy wypłacie – jak wczoraj, od razu spuszczam rachunki i te dodatkowe pierdoły.

      Nie słuchałem, bo nie lubię VooVoo za nowsze dokonania (i za Karola).

  4. Karola? Jakiego Karola? Pierwszy album Voo Voo to jest kompletna awangarda, nie ma drugiej takiej pozycji na polskim rynku. Każda kolejna ich płyta przy pierwszej to zwykła rokowizna. Pierwsza to szaleństwo. Rzuć uchem na parę „Faz” na youtube.

    Kwestia kasy… Ech, długo by gadać…

  5. Na studiach mam takiego Karolka, co to za Waglem spermi, ale tak naprawdę, do porzygania. I nawet gdyby teraz Wagl był geniuszem i robił genialną muzę, to by mi nie wchodzili, bo w każdej nucie słyszałbym wkurwiający głos Kalolka.

  6. Ja kiedyś w sklepie dla idiotów wyhaczyłem „Helicopters”, czarną Brygadę Kryzys i pierwsza płytę Obywatela GC – wszystko po 9,99 pln. Dobra cena.

    Debiut Voo Voo, zresztą tak jak „Sno-powiązalka” to genialna rzecz jest.

  7. Tak, sklepy dla idiotów są czasami fajne jak dobrze poszperać. Ja kiedyś znalazłem „Karmę” Heya za złocisza, tyle że to była kaseta. No ale złotówka to była darmocha tak czy siak. Ja mam taką teorię, że oni tam spuszczają z cen płyty, które im po prostu nie schodzą. Raczej wiadomo, że w takim Saturnie czy innym Media, to Lady Gaga czy coś schodzi, ale już Queensi czy mniej znany McCartney to lipa. Więc spuszczają z ceny, a nóż jakiś dziwoląg przyjdzie i wydłubie.

    Debiut Voo Voo to dla mnie rzecz kompletnie oderwana od ich całej dyskografii, nawet „Sno-powiązałki”. Jakby nie wokal Wagla (młodego jeszcze, słychać), to w życiu bym nie zgadł, że to Voo Voo. Jeszcze te mary senne w tekstach.

  8. Teksty powalają. Choćby frazy takie jak „nie będę mówił do siebie na ulicy” czy „oni mówią do mnie dużymi literami” lub „snów hulajnoga zawiezie nas tam”. Surrealizm i poezja zarazem. Mega.

  9. „Pochowałem spodnie, dziś już nie wiem gdzie
    Chwilę się modliłem choć nikt nie słuchał mnie”

    Kompletne wariactwo. I jeszcze ta dwuznaczność w każdym tekście. Ten album, to jest jakiś inny świat. Sobie myślę, że pewnie kiedyś się Wagiel skusi, żeby na jakimś Offie cały materiał zagrać. Choć pewnie już by tak nie umiał.

  10. Człowieku, sterta naczyń, których nie mogę umyć. Prąd to tam wiesz, bez komputera czy telewizora mogę żyć do jutra spokojnie (zakładając, że praca nie pali), ale umyłbym te naczynia, no.

  11. Chciałem, ale właśnie wtedy, kiedy jadłem obiad, przyszedł Mario i powiedział, że wody nie będzie do jutra do trzeciej. Więc nie mogłem umyć na bieżąco, bo nie było wody. Gdyby była, moja dziewczyna umyłaby przecież.

  12. Hehe! You made my day, jak mawiają za oceanem. W drugiej połowie lat ’90, kiedy dostępność płyt winylowych z muzyką dance była znikoma na takich właśnie cudach uczyliśmy się z kumplami miksować bity. 🙂

  13. A ta… mam tą płytę kupioną na jakimś targowisku hurtowo po złotówce z 20 naraz różne rarytastki mi tym sposobem wpadły w ręce.
    A pierwsza płyta VooVoo rzeczywiście najciekawsza, potem już nic ich nie kupiłem jak słyszałem co grają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s