Projekt Recenzja: Mars Volta – Noctourniquet

Z Mars Volta pierwszy raz zetknąłem się przy debiutanckiej płycie. Czasy panoszącego się wszędzie Indie rocka, a chłopaki wyskakują ze swoją matematycznie pokomplikowaną muzą. Z płyty na płytę było coraz bardziej pogmatwanie. Nie będę się bawił w wyliczanie dyskografii, co i jak, kiedy, bo od tego jest Wiki. Ja się Marsem zacząłem nudzić proporcjonalnie do sposobu gitarowego koplikowania swoich utworów. Taki mój urok, progresywność mnie odpycha.

No i Wmichael zadał Noctourniquet. Singiel The Maling Jewel brzmiał bardzo zachęcająco, bo nagle okazało się, że Mars Volta trochę próbują odświeżyć formułę. Brzmienie stylizowane na lata 60 – te, przynajmniej ja tak to słyszę, ale przede wszystkim równy kawałek! Mało tego, Bixler-Zavala brzmi tam niemalże jak Jack White. Nieprawdopodobne, a jednak.

Im dalej w płytę, tym częściej drapałem się po głowie. Omar i Cedric w niektórych kawałkach (Aegis) brzmią prawie jak Radiohead. Mam wrażenie, że tą płytę chcieli złapać trochę oddechu. Bo łamańców tutaj dużo mniej, owszem, bębniarz tu i tam próbuje zwalniać, przyspieszać, ale wszystko w klamrę spina Cedric swoim wokalem. Spina to wszystko w piosenki. Na tym albumie nie ma wymiatania z gitarą, magicznych solówek, gitarowo – perkusyjnych łamańców. To wszystko oscyluje wokół piosenkowej formy. Hitów raczej brak, ale wszystko gwarantuje równy poziom na całości albumu.

I przede wszystkim elektronika. Mnóstwo jej.To właśnie elektroniczne brzmienie odgrywa na tej płycie główną rolę. Wszystkie utwory obudowane są elektroniką, aż od niej puchną, ale uwierzcie mi, że dodaje to płycie mnóstwo energii i świeżości. Dla mnie bomba, bo ja uwielbiam.

Kiedy słuchałem tej płyty pierwsze 3 razy, miałem ochotę dać maksymalną ocenę. Z czasem, z każdym kolejnym przesłuchaniem zauważałem, że jednak maleje ona w moich oczach. Po prostu trochę się znudziła, ale przyznam, że słuchałem jej już mnóstwo razy. Stąd wniosek, że ta płyta sprawdza się fantastycznie przy pierwszych zetknięciach, potem te kawałki powszednieją, bo chyba dość szybko można te dźwięki ogarnąć. Ale obcując z tym albumem bawiłem się dobrze i przypomniałem sobie jak bardzo lubię Mars Voltę. Bo zawsze mi się ich dokonania podobały, trochę tylko mnie przytłumiali formą. Tutaj próbowali ją odświeżyć i udało im się znakomicie.

Ocena: 4/5

Recenzja Wmichaela
Recenzja Bojadżijewa

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Projekt Recenzja: Mars Volta – Noctourniquet

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s