Projekt Recenzja: Mike Watt – Hyphenated-Man

Album, który wybrałem na tę edycję Projektu, to płyta, której wcześniej nie słyszałem. Pierwszy raz tak zrobiłem, bo zawsze dobierałem pozycje, które już mi były znane. Na zasadzie patrzcie co wam tu zapodaję. Tym razem odwrotnie, trochę z nudów, a trochę z premedytcją, bo Mike’a Watta solo nie znałem za dobrze. Paręnaście lat temu słyszałem jego Ball-Hog or Tugboat? z mnóstwem gości, ale to by było na tyle. No i Minutemen… Ach…

Kiedyś śniło mi się, że byłem świadkiem nagrywania teledysku. Kamerzysta kręci kapelę, a ta stoi centralnie przed jakimś klasycznym polskim blokiem. Tą kapelą byli Minutemen. Zaczynają grać. Wokalista nie wytrzymuje i zaczyna biec wkoło bloku. Kamerzysta nie bardzo wie co robić, więc biegnie za wokalistą. W tle cały czas słychać jak kapela gra, ale wokalista biegnie jakby szybciej od kamerzysty. W końcu znika mu z oczu, kamerzysta trochę zdziwiony, ale biegnie dalej wokół tego bloku. No i nagle słyszymy, że wokalista zaczyna śpiewać. A kamerzysta wciąż nie widzi zespołu, bo jeszcze do kapeli nie dobiegł. A jak już dobiegł, to Minutemen skończyli grać. Taki sen miałem.

I teraz mamy album Hyphenated-Man ze średnią półtorej minuty na kawałek, a kawałków trzydzieści. Płyta inspirowana obrazem Boscha itd, ale nie chcę mi się w to wnikać. Bardziej podoba mi się to, jak sam Watt określił ten album, że to po prostu jak odbicie w lustrze roztrzaskanym na 30 kawałków.

Najwyższy czas napisać coś o muzyce. Mi się zawsze podobało podejście takie jak Minutemen. Krótko, zwięźle, niemalże w ryj. I tu mamy tak samo, bo Watt ściśle do tej formuły nawiązuje. Nie ma silenia na zmienianie motywów, choć to wszystko w ramach tak krótkiej formy i tak jest dość porąbane. To są takie krótkie tematy, rozwinięte o tyle o ile, takie klasyczne hooki. Sporo tu takiego jazz corowego grania (Belly Stabbed Man), momentami spod znaku No Means No. Oczywiście nazwa Primus też musi paść (Break-Holding-Letter-Man). Niektóre kawałki wręcz sprawiają podryg nóżki, niektóre sprawiają wrażenie wciśniętych na siłę. Poza tym wokal Mike’a jest bardzo przyjemny. W kwestii muzycznej słychać trochę starej szkoły amerykańskiego hardcore’a (lata 80-te czyli cała I fala), te krótkie strzały, tyle, że tutaj mamy do czynienia raczej z ekspertami w dziedzinie kreowania dźwięków. To już nie czasy, że w takiej formie można sobie pograć grać nie umiejąc. Bardzo przyjemna rzecz ujęła mnie, ale gdyby trwała o połowę krócej, tak z pół godziny, to by po prostu urywała łeb, a tak jednak jest dobrze, ale trochę przynudza, szczerze mówiąc.

Ocena: 4/5

Recenzja Bojadżijewa

Recenzja Wmichaela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s