Projekt Recenzja: Scorpions – Lonesome Crow

Przywołana przez Bojadżijewa klasyka nie była mi znana. Samych Scorpions oczywiście znałem, ale z wcielenia w stylu Wind of Change czyli wesołego pogwizdywania i lasu zapalniczek. Wiadomo, że to wpływało na percepcję w postaci dużego lekceważenia. Ich debiut jednak, to płyta zanurzona w całkiem innej estetyce. Pamiętam jak jakiś czas temu piłowałem składankę Krautrock: Music For Your Brain i tam był jeden utwór Scorpions, ale nie przykuł mojej uwagi. Jestem zdania, że właściwie cały krautrock to ma wspólny mianownik w postaci samej germańskości, a nie rytmiki czy instrumentrarium. Gdyby Scorpions czy Amon Dul byli Francuzami, nikt nie wspominałby o ich krautrockowości. No i jeszcze legendarny producent Conny Plank. Gdyby nie on byc może nie byłoby krautrocka…

Ale wróćmy do Scorpions, bo ten album jest kompletnie odjechanym, dziwnym eksperymentem. Właściwie dziwnym rozpoczęciem kariery, bo jest to muzyka grana na całego, na żywioł. Już pierwszy kawałek I’m Going Mad sugeruje niezła jazdę. Głos Klausa właściwie nie do poznania dla kogoś, kto nie wie, że to Scorpions. W kawałku mamy charakterystyczne dla całej płyty „aaaaaa” do hardrockowych riffów. Oprócz tego mamy jeszcze gitarowe piłowanie, którego też sporo na całej płycie. No ale jak to już ujął Bojadżijew, czuć w tym ducha Hendrixa, a przynajmniej jego wpływ.

Na płycie czuć też obecność Conny’ego Planka, którego zabawy z dźwiękowym brzmieniem, studyjnymi smaczkami są dość charakterystyczne (tytułowy Lonesome Crow), który urzeka swoim bogactwem, zmiennością motywów. Scorpions nie grają na płycie klasycznych hardrockowych piosenek, oni bardziej sobie z hardrockiem eksperymentują, bo momentami czuć w tym podejście Floydów z początkowego okresu ich muzyki.

Na albumie słychać, że sporo w tej muzyce progresji, takiego podejścia, jakie w latach 60 – tych i 70 – tych kazało wybierać nieoczywiste rozwiązania muzyczne. Jeśli tylko Scorpions mogli cokolwiek ubarwić, pomieszać, połamać, robili to z dobrym skutkiem. Jakby nie to, że gdzieś tam słyszałem, że Scorpions mieli dość odjechany debiut, pewnie bym nie uwierzył, ale tak słuchałem ze spodziewanym zdziwieniem. Muzyka niemiecka tamtych lat miała w sobie mnóstwo eksperymentu i interesujących dźwięków. Scorpions nie byli wyjątkiem, za to ich płyta jest wyjątkowa w ich dyskografii.

Ocena: 4/5

Recenzja Bojadżijewa
Recenzja Wmichaela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s