Dekontekstualizacja

Wracam z urlopu, a tu znowu kolejny odprysk debaty o „najlepszych piosenkach wszech czasów” wg Screenagers.pl. Miałem nie pisać o tym, ale właściwie czemu nie, utrwalę sobie swoje zdanie na własnym blogu.

Nic nie mam przeciwko temu zestawieniu poza tym, że sie z nim nie zgadzam. Jestem raczej spod znaku jarocińskiej kontrkultury niż prl-owskiej popkultury. Jedyne co mi w tym zestawieniu przeszkadza to przesadnie nadużycie pojęć. Bo autorom przyświeca „dekontekstualizacja” jak sami twierdzą.

Z drugiej, naszym najambitniejszym zamiarem była dekontekstualizacja.. >;;;;;>;;;;;>;;;;;

A potem w o konkretnych singlach:

Kuba Ambrozewski o Dwa Plus Jeden:

„Gdyby chcieć naginać fakty na korzyść symboli, to można by napisać, że zmiana nastąpiła właściwie pod osłoną nocy stanu wojennego: w lecie 1981 Dmoch, Kruk i Szlęzak chcieli jeszcze w starym stylu iść w stronę słońca, żeby z końcem roku cieszyć się już swoim nowym popem, paranoicznym reggae „Kalkuta nocą”.”

Ten sam autor o Kapitanie Nemo:

Beret będący PRL-owską projekcją futuryzmu i nowego, wspaniałego świata, do którego wszyscy w orwellowskim 1984 zmierzaliśmy, a jednocześnie podkreślający społeczną wrażliwość artysty, jego poczucie robotniczego egalitaryzmu.

Takich przykładów można znaleźć wiecej, choćby w opisany Sośnickiej czy Tedego, jest mnóstwo odwołań historycznych, a czym to jest jeśli nie kontekstem? Na liście jest sporo utworów hip hopowych, nie ma za to nic spod znaku punka, a te dwa nurty są bardzo podobne jeśli brać pod uwagę siłę przekazu. Kontekst historyczny dotyczy tak samo utworów punkowych jak i mainsteamowych, albo się od tego ucieka w całości albo w ogóle. Cały ten problem jest spowodowany w moim mniemaniu tym, że na portalach typu Screenagers, recenzja jest większym dziełem sztuki niż sam recenzowany album, stąd opisy poszczególnych kawałków muszą być okazałe. Nie mam nic przeciwko takim zestawieniem, jestem przeciwko takim górnotnym założeniom, które w gruncie rzeczy są nie do zrealizowania. I taki mam problem z tą listą. A na koniec kolejny cytat doskonale pokazujący to, o co mi chodzi.

Znowu Kuba Ambrożewski, tym razem z komentarzy pod tekstem o miejscu pierwszym:

Z jednej strony wkradła się już w polemikę retoryka skrajnie rockistowska i ja w obliczu pojęcia „autentyczności” nie potrafię nic mądrego odpowiedzieć.

W momencie, w którym dokonujesz przełożenia kategorii autentyczności na jakość muzyki jako takiej (czyli: ci artyści byli reżimowi, więc ich muzyka była nieautentyczna, więc słaba), jest to dość typowy rockistowski schemat.

A tutaj Bartosz Iwański w notce o Moleście:

od ulicznego gniewu podanego na „Skandalu” z nieogarnialną do dziś pasją i szczerością zaczyna się złota era polskiego rapu. Kiedyś nawet nazwa składu wydawała się podejrzana. Dzisiaj „Wiedziałem, że tak będzie” to dzieło o znaczeniu historycznym: życiowa mądrośćzłych i łysych paraliżuje trafnością obserwacji, a goście, którzy lata wstecz wydawali się niezbyt rozgarniętymi dresiarzami, dziś definiują dla mnie autentyzm w muzyce.

Bo jeśli ja posługuję się rockistowską argumentacją, to trafiam pod strzechę panów Wieśków z Teraz Rocka. Redaktorzy ze Screenagers nawet nie zauważają kiedy sami używają rockistowskich argumentów do poparcia swoich tez.

Reklamy

21 uwag do wpisu “Dekontekstualizacja

  1. Bardzo trafne spostrzeżenia. Dotyczy to zarówno tego całego Screenagers i Porcysia. Przypisywanie nieistniejącej wartości dodanej do zwykłego popu. ja nie jestem w stanie przyklasnąć takiemu podejściu. Kapitan Nemo to koszmarny odprysk po new romantic. Tylko, że kawałków Ultravox jestem w stanie po latach posłuchać, Kapitan Niemoc wywołuje wzwód wsteczny. Cyba włączę sobie pierwszą płytę Wire. Tak dla odreagowania.

    • Już pal licho przypisywanie wartości nieistniejących, ale szlag mnie trafia, jak czytam, że tu kontekstu nie ma, a tam już jest bo i zaczyna się tłumaczenie, że kontekst jako wprowadzenie do tekstu. Tam gdzieś to można w komentach wyszukać. Albo reguły są, albo ich nie ma. W jednym z komentarzy Kuba Ambrożewski albo Marta Slomka napisali, że właściwie chodzilo o frajdę z kolejnych odsłuchów tych kawałków. I tu się zgodzę, jeśli takie kryterium dobrać. Sam tej listy odsłuchiwałem po paru browarach ze znajomymi, bo to takie przypomnienie mojej młodości i tego co było w telewizji. Składanka retrospektywna albo na imprezkę, ale jak się zaczyna dorabiać do tego ideologię (tłumacząc zarazem, że się jej nie dorabia) to wymiękam.

  2. Kurde, dawno przestałem czytać takie listy. Jeżeli już, to jakieś najlepsze płyty dekad, a i to z nudów, w nocy, kiedy to za późno na film, ale spać się nie chce. Ale właśnie, najczęściej przy pierwszej dyszce wpada wkurwienie na niezgodność z prawdą.

    A, problem typu „recenzja jest większym dziełem sztuki niż sam recenzjowany album” jest obecny na wszystkich serwisach indie muzycznych typu screen, porcys, piczfork itd. Zresztą, gdzieś o tym gadałem (z Tobą? O tekście jakiegoś Borysa o drugiej Mars Volcie).

    • Ja miałem w ogóle olać tę listę, tym bardziej, że się z nimi juz na musicspocie podgryzałem o to, ale w końcu to mój blog i jak mi coś lezy na wątrobie, to piszę.

      I tak, ze mną gadałeś o reckach jako dziełach sztuki. Też nie pamiętam kiedy, ale sporo żeśmy ulali;)

  3. Stara sprawa – ideologia wchodzi do sztuki. I następuje przewartościowanie dzieła względem konkretnej tezy. Definiujemy, że coś tam jest ok, a inne rzeczy są be. Efektem takowe listy.

  4. Z listą rzeczywiście można się w wielu momentach nie zgadzać, niemniej wydaje mi się, że wspomniana „dekontekstualizacja” dotyczyła jedynie procesu decyzyjnego, a nie samego obierania danego kawałka z wszelkiego kontekstu; czy to społecznego, czy to historycznego. Z drugiej strony ta niekonsekwencja jest rzeczywiście zauważalna i nic dziwnego, że sprowokowała taki negatywny odzew.

    Co się tyczy języka recenzji – też często mam wrażenie, że autorzy (choć w przypadku screenagers dotyczy to głównie najmłodszego pokolenia redaktorów) często popadają w zachwyt nad swoimi własnymi słowami kosztem komunikatywności i wartości merytorycznej. Dlatego właśnie coraz częściej odwiedzam blogi ;).

    • „Z listą rzeczywiście można się w wielu momentach nie zgadzać, niemniej wydaje mi się, że wspomniana „dekontekstualizacja” dotyczyła jedynie procesu decyzyjnego, a nie samego obierania danego kawałka z wszelkiego kontekstu”

      Prawda, nawet Paweł Sajewicz ze Screenagers wyjaśniał to w komentarzach potem, ale to można było wyjaśnić we wstępie, a nie potem kombinować i strzelać z każdej pozycji do „rockistów”. Bo to wyglada tak: najpierw kontekst wywalamy, a potem bawimy sie nim w swoich lirycznych opisach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s