Projekt Recenzja: Colin Newman – A-Z

Colina Newmana przedstawiać chyba nie trzeba. Lider Wire, muzyk o niezwykle bogatej dyskografii, czy to solowej czy z Wire. Ja z Wire mam tak jak z Melvinsami, raz na kilka miesięcy muszę wrócić, mielę i mielę i za każdym razem odkrywam dla siebie coś nowego. Sam zespół Wire to przebył dość ciekawą drogę, najpierw niezwykły debiut przewracający do góry nogami dotychczasową formułę punku, potem coraz bardziej zwrot ku nowej fali i znacznie bogatszym kompozycjom. Pierwsze skrzypce w Wire grali właśnie Colin, a poza tym jeszcze Edward Graham Lewis i Bruce Gilbert. Zawieszenie działalności zespołu po wydaniu trzeciego albumu 154 zadziałało jak dynamit, rozerwało zespół na dwie strony, dwa kierunki, dotychczas słyszalne w muzyce Wire. Kierunki, które muzycy próbowali pogodzić, a które eksplodowały calkowicie w okresie po chwilowym rozpadzie. Krótko mowiąc pojechali chłopacy po bandzie. Gilbert i Lewis pracowali razem tworząc elektronikę wzbogaconą o elementy industrialu. Szczególnie ich debiut w duecie to zbiór dronów, pisków, trzasków. Późniejsze ich projekty były już dużo bardziej strawne, a wszystkie ekscytujące dla słuchacza.

Colin Newman debiutował solowo właśnie albumem A-Z. Wyrzucił z siebie na tej płycie wszystko co w nim siedziało najlepszego. Post punkowa estetyka pełną parą, tu i tam szorstkie i chropowate syntezatory dopełniają calości, pozornie tylko utrudniając odbiór. To wszystko pięknie melodyjne, wesołe i szalone. Colin bawi się melodiami, estetyką, nie ogląda się na nikogo. W Wire słychac było coraz większy wpływ Gilberta i Lewisa, utwory z płyty na płytę miały spokojniejszy klimat. Na A-Z radość z grania osiągnęła maksimum. Wykrzyczany, monotonny But No, odjechany z klawiszowym wkręcającym motywem B, liryczny Alone On Piano.

Na płycie jeszcze nie czuć klasycznego brzmienia lat 80, choć flangerowaty bas jest wszechobecny, no i te syntezatory. Poza tym w brzmieniu jest to płyta, którą bez kontekstu trudno byłoby umieścić w jakiejś konkretnej dacie. Dość uniwersalna, post punk w pigułce. Post punk to chyba moja ulubiona estetyka, bo to już nie punk, a jeszcze nie nowa fala, szufladka niezwykle pojemna, a początek lat 80 to wysyp tego typu płyt. A-Z jest jedną z lepszych. Dodając do tego olbrzymią dyskografię panów z Wire muszę stwierdzić, że buszowanie po ich pobocznych projektach to jedno z moich hobby, bo muzyki tam jest mnóstwo, a do tego każdy album jest różny od poprzednika, tudzież od projektu pod innym szyldem. Dowodem chociażby kolejny album solowy Colina Provisionally Entitled the Singing Fish. Absolutna rockowa awangarda zarówno w stosunku do muzyki gitarowej jak i do jego własnego debiutu. Wielki muzyk.

Ocena: 4,5/5

Recenzja Wmichaela
Recenzja Bojadżijewa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s