Projekt Recenzja: Napalm Death – Utilitarian

Jeśli ktoś myśli, że Dawrweszte żadnej muzyki się nie boi, to tkwi w błędzie. Dawrweszte zawsze bał się grindcore’u. Napalm Death to zaś była tego nurtu kwintesencja. Pamiętam legendy o tej płycie, co to 32 kawałki zmieściły się w 28 minutach. Albo odwrotnie. W każdym razie rzeźnia, walenie po garach i ściana dźwięku. Teraz po latach byłem pewny, że Napalm Death trochę się zmienił. Albo to ja się zmieniłem.

Przyznam się od razu, nie znałem do tej pory żadnej płyty Napalm Death w całości. Jakieś pojedyncze single owszem. I teraz miałem okazję z racji Projektu Recenzja to zmienić i akurat posłuchać w całości najnowszego krążka. Z braku czasu zaległości z poprzednich lat nie odrobiłem wcale, więc podszedłem do tego albumu na debiutanta.

A tam wcale nie tak miazgowo. Myślałem, że mnie chłopaki rozjebią w pył, a tu figa. Jedyny problem miałem tylko taki, że pierwsze dwa przesłuchania miałem tak przy okazji czyli tu gra sobie Napalm, a ja tu przy herbatce dziergam sobie koronki. Wiadomo, proza życia. A taka muza ma to do siebie, że nie da się jej słuchać przy okazji, żadne z niej tło. Tu trzeba zasiąść, wsłuchać się, bo jak ktoś nie jest fanem, to raczej będzie to jeden jazgot, taki pizg, z którego ciężko wydobyć konkretne elementy. Zupełnie tak jak w moich młodzieńczych wyobrażeniach.

A ND sobie kroi riffy, do których spokojnie można by pośpiewać i to całkiem ładnie. Na płycie dominuje growl, śpiewaniem uraczyli mnie przez chwilę w ulubionym The Wolf I Feed. Kawałek brzmi momentami jak stare dobre Fear Factory, oczywiście tylko momentami. Na albumie mamy jeszcze dziwne jakby rycerskie chóry (oczywiście między growlingiem, czy jak to się tam zwie) w Fall on Their Swords. Dziwne to, coś jakby Manowar dostał pierdolca. Ładny riff i w ogóle taki fajny, szybki poczatek w Collision Course. Z kolei krótki, ponad minutowy Nom de guerre kojarzy mi się z Madball, tylko że trochę bardziej ostrzejszy. No i jeszcze ten saksofon Zorna w Everyday Pox, o którym chyba przestępstwem byłoby nie wspomnieć.

Generalnie płyta nie odstrasza swoją mocą ani ciężarem, ale tempo na niej jest dość szybkie. Tu nie ma miejsca na oddech, trzeba gonić. Wydaje mi się, że ta płyta jest trochę stylizowana na lata 90te, może się mylę, ale tak mi się to kojarzy. W ogóle mam wrażenie, że w metalu teraz się trochę do tego wraca, tylko z przymrużeniem oka. Płyta niezła, raczej wątpię żebym jej słuchał w przyszłości, ale dam 4, bo nie nudzi.

Ocena: 4/5

Recenzja Bojadżijewa
Recenzja Wmichaela

Reklamy

9 uwag do wpisu “Projekt Recenzja: Napalm Death – Utilitarian

  1. bo byłby wtedy punk:) a to jest grindcore, czyli mieszanka punkowych motywów granych szybciej, plus sporo metalicznych riffów, ale tez i inszych zgrzytów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s