Projekt Recenzja: Lao Che – Soundtrack

Jest nowy album Lao Che. Już sama nazwa wskazuje, że u chłopaków jak zwykle spójność. Jeśli nie koncept, to przynajmniej koncept w nazwie czy co tam oni mieli na myśli. Ponoć miał być film, ale nie ma. Moim skromnym zdaniem to lepiej bo średnio lubię jak muzycy się zabierają za filmy czy jakieś inne sztuki wizualne. Rzadko mi to sprawia przyjemność. Tu mam samą muzykę i jestem rad.

Cóż tam niesie nowa muzyka Lao Che? Raczej jest to ciąg dalszy drogi obranej na Prąd Stały … czego właściwie można było się spodziewać. Zespół postanowił już na wcześniejszej płycie zerwać z lekko przaśnym folkowym brzmieniem (które w sumie bardzo lubiłem) i poszedł w klimaty oldskulowe czyli elektronika rodem z lat 80, echa post punk, new wave. Na Soundtrack mamy tego ciągłość, tylko kompozycje są spokojniejsze, cichsze, bardziej wyważone. 4 Piosenki kojarzą mi się trochę z 4 Głupcami Kultu, ale to chyba chybiona zbieżność. Tak po prostu mi się skojarzyło. Utwór dość spokojny, Spięty coś tam opowiada o czterech pioseneczkach, w sumie raczej banał. Charakteru dodaje te podbite elektroniką bębny, tu werbel z pogłosem, tu bez. I tak się ciągnie powoli ponad 6 minut, ale to na tej płycie raczej standard. Chłopaki ewidentnie się rozegrali. Nie kończą się te kawałki szybko, tylko próbują jeszcze coś dograć, jeszcze się trochę wyżyć (Na końcu języka, Dym, Już jutro). Na Zombi mamy z kolei elektronikę rodem z Kombi, co mi też bardzo odpowiada, bo kawałek buja konkretnie. KołysanEgo przywodzi na myśl solową płytę Spiętego, jest w podobnej estetyce. Zakończenie płyty to spokojny, liryczny Idzie wiatr, trochę przydługi i lekko nudnawy dla mnie, ale to taki piękny, nostalgiczny song na koniec, więc się wybacza. Pomyślany jako closer i ma to swój cel.

Płyta jest na pewno ciekawa, ja duży plus daję szczególnie za brzmienie, bo teraz mało która kapela (w ogóle jakaś?) korzysta z takich brzmień plus do tego gitary. Teraz polscy artyści odkryli rocka korzennego, wszyscy inspirują się Black Keys (polecam lekturę nowego Teraz Rocka, w 4 wywiadach – a nie przeczytałem jeszcze pozostałych – pojawia się ta nazwa), a Lao Che jak gdyby nigdy nic kładzie na to lagę i nie idzie z tym prądem. Bardzo fajnie.

Ogólne wrażenia po płycie mam dość mieszane. Bo po kilku pierwszych przesłuchaniach było całkiem nieźle, po następnych zauważyłem, że jednak nie ma tam dobrego punktu zaczepienia. Gdzieś te utwory rozpływają się w brzmieniowym wypasie, w długaśnych konstrukcjach, w spokojnych, recytowanym jakby, śpiewie Spiętego, w tych bogatych aranżacjach. Nie wiem czy to nie wynik działań producenckich, bo przecież pojechali produkować tę płytę do UK (chyba do UK, producent to Eddie Stevens z Moloko). Przesłuchałem tę płytę mnóstwo razy, nie nużyła mnie, ale nie wiem czy jeszcze i ewentualnie kiedy, do niej wrócę. Zobaczymy. Ocenę daję trochę „po sympatii”, obiektywizmu w tym mniej, ale jednak z każdego przesłuchania czerpałem przyjemność.

Recenzja Bojadżijewa
Recenzja Wmichaela

Ocena: 4/5

Reklamy

6 uwag do wpisu “Projekt Recenzja: Lao Che – Soundtrack

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s