Projekt Recenzja: Ilitch – 10 Suicides

Dzisiaj album raczej nieznany. Ilitch to projekt Francuza Thierry’ego Mullera. Persona też bliżej nieznana, ale na francuskiej scenie zapewnie jest trochę inaczej. Od mainstreamu daleko. Od razu powiem, że Ilitch to projekt zakorzeniony w minimal wave i wszelkich odmianach synth, czyli to co dawrweszte lubi najbardziej. 10 Suicides to album z 1980 roku, więc to już powinno lekko określić klimat płyty. A ten należy raczej do niełatwych w odbiorze. Potem Muller założył nowy projekt, niemalże w tym samym składzie (nie będę się wgłębiał, bo przy takich awangardowych projektach nazwiska są kompletnie nieznane), o nazwie Ruth, w którym realizował się w bardziej melodyjnych piosenkach. W Ilitch na 10 Suicides nie ma litości.

Muzyka Ilitch to część obecnego wtedy w Europie nurtu eksperymentów industrialno – syntezatorowych. Obecnego we Francji, czy we Włoszech, ale nieobecnego raczej w Polsce. Muzyka całkowicie bez kompromisów, przełamująca granice, a właściwie może w żadnych granicach nie umieszczona. Łatka „minimal wave” jest w przypadku Ilitch umowna.

Bo co my tutaj mamy? „Elle voulait que je sois drôle” to ściana dźwięku na basie, do tego dziwne zawodzenie na gitarze, oczywiście wszystko monotonne, do tego zvokoderowany głos. Potem „Symphonynachevée”, w którym kilka dźwięków na fortepianie ma wprowadzać ukojenie, ale wprowadza konsternację, bo w tle słychać bardzo ciche dźwięki. Jakieś radio? Głosy? Trudno wysłuchać. na koniec fortepian oczywiście się krzywi, preparuje czy jak się zwie ten zabieg. Płynnie wchodzi w „N. A.  (No Answer)”, w którym mantrę tworzą zsamplowane dźwięki gitary, do tego wokal, oczywiście pozbawiony czystości, ale już bliski śpiewu. Pod koniec kawałka mamy piłowanie na gitarze, powiedzmy, że o charakterze sola, do którego dołącza potem syntezator. W jednym kanale znęca się gitara, w drugim synth. Pięknie. Wchodzimy w „Waiting for Mabelle”. Utwór, któremu najbliżej chyba do piosenki, bo gdyby wyczyścić wokal z wszystkich efektór i zostawić acapella, byłaby z tego całkiem niezła piosenka. Zresztą, Thierry Muller próbował ten utwór skroić w bardziej wygodne dźwięki we wspomnianym już projekcie Ruth, wg mnie z gorszym skutkiem, ale co kto woli. Następny „Coma Programma I” to klasyczny dark ambient, przypomina trochę zawodzenie wieloryba. „Soupirs” to z kolei prawdziwe wyzwanie dla wszystkich, którzy z taką muzyką obcują po raz pierwszy. Mam wrażenie, że utwór nagrano w pierwszym podejściu, bez planu, po prostu do bitu pogrywają gitary, bas. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby zdecydować się umieścić coś takiego na płycie. No ale Ilitch raczej nie celował w ilość sprzedanych egzemplarzy. Siódmy na płycie „Peripherikredcomando” to absolutny killer. Synth punk w pełnej krasie. Gitara, prosty bit, znowu wokal z vocoderem. Czad totalny, pod koniec jeszcze syntezator uwalnia się spod twardych ram i daje się ponieść emocjom. Kończy się wyciszeniem i przechodzimy w „Larsen Lumpen”, który powiela schemat „Soupirs”. Prawdopodobnie kolejna improwizacja. Następnie mamy najdziwniejszy na albumie „Brisure”. Początek zwiastuje kolejne impro, gitara, krzywy rytm na basie i nagle wchodzi saksofon i jak gdyby nigdy nic gra sobie jazz. WTF? Jazz? Za każdym razem ciężko mi uwierzyć co się dzieje na tej płycie. Końcówka to „Coma Programma II” czyli powtórka z dark ambientu.

Omówiłem ten album utwór po utworze, bo gdybym wymienił tylko kilka, byłbym niesprawiedliwy. Dla kogoś, kto nie siedzi w takich dźwiękach, to po prostu zlepek jakichś dziwactw. Wszystko pewnie zlewa się w jedną modłę. Dla mnie to niezwykle eklektyczna płyta, na której mieszają się różne wpływy. Do tego pozbawiona jakiejkolwiek dbałości o należną formę. Nie ma kalkulacji, nie ma troski o to czy pasuje, czy coś wypada. Jest po prostu wielki eksperyment, puszczenie wodzy wyobraźni. Lata 80 pełne są takich smaczków, których można szukać po całym świecie. To nie rock, to nie musi być USA albo UK. To elektroniczna psychodelia po całości, to nie tylko spadkobiercy Suicide, ale całkiem nowa jakość. Tutaj syntezatorowe dźwięki wydają się być tylko częścią aniżeli bazą eksperymentu. 10 kawałków, 10 samobójstw. Albo w to wchodzi, albo nie.

Ocena: 4,5/5

Recenzja Bojadżijewa
Recenzja Wmichaela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s