Projekt Recenzja: David Bowie – The Next Day

Jest wreszcie nowy David. Na kolana. Każdy album Davida Bowie to wydarzenie, tak jest i tym razem. Ja miałem z Davidem Bowie trochę jak Bartek Chaciński. Ziggy owszem, Outside też, ale z resztą wieczny problem. Niby tak, świetne albumy, świetna muzyka, ale jednak nie za długo sie wsłuchiwałem. Teraz nowy album z obowiązku przesłuchałem mnóstwo razy. I co?

I trochę zawód, niestety jak zwykle. Muzyka na nowym albumie niewiele się różni od tej, która była na dwóch poprzednich płytach (chyba, bo szczerze przyznam, że nie zdążyłem się przygotować z dyskografii). Nagrana w podobnym składzie. Nie sili się Bowie na stworzenie monumentalnego dzieła. Mam wrażenie, że to płyta nagrana z potrzeby grania po prostu, z chęci przypomnienia o sobie, może będzie jakaś trasa. Utwory są momentami chwytliwe, melodyjne, ale szczerze mówiąc ciężko mi się je wyławia z pamięci. Płyta mija mnie gdzieś obok, przelatuje i nie bardzo mam ochotę włączyć raz jeszcze.

Są kawałki, przy których miałem większe ożywienie („The Next Day”, „Valentine’s Day”, „(You Will) Set the World on Fire”).  Reszta jakoś dziwnie nijaka, podobna. Pierwszy singiel z płyty („Where Are We Now?”) z kolei kompletnie mnie nie przyciąga. No problem mam i tyle. Z Davidem jest tak, że on może właściwie wszystko. Płyta nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a bez względu na wszystko i tak Bowie będzie na językach, będzie płyta roku (bo przecież 10 lat), będą laury, będą ochy. Moje zdanie niewiele tu zmieni, a prawda jest taka, że dla mnie Bowie musiałby naprawdę nagrać coś kompletnie odjechanego żebym zwrócił uwagę i wchłonął to w całości. Słuchając The Next Day wiem, że dla fanów ten album to będzie killer absolutny, ale mam też wrażenie, że dla pozostałych to będzie po prostu kolejny album w dorobku Bowiego. No i jakoś słabo się do niego tańczy. Dramatycznie próbowałem się czegoś na tej płycie uczepić, żeby ją bardziej polubić. Nie udało się. I tak sobie myślę, że jeśli David Bowie nagrywa nudne płyty, to znaczy, że żyjemy w nudnych czasach.

Ocena: 6/10

Recenzja Wmichaela
Recenzja Bojadżijewa

Reklamy

8 uwag do wpisu “Projekt Recenzja: David Bowie – The Next Day

  1. Widziałem okładkę „Przekroju” chyba z wielkim artykułem o Bowie’m. Nawet przeleciałem wzrokiem (ale pobieżnie) i to bardziej z ciekawości „że o nim piszą w polskiej prasie”. Bo w sumie to Bowie w Polsce dość nieznany jest (już o tym tutaj gadaliśmy).

    Co do nowej płyty, to wiadomo, że nie słuchałem i czekam, aż odleży swoje 8)

    • Nawet kupiłem ten Przekrój, ale artykuł był nudny. Jakieś tam bio itd. Ja z Davidem zawsze mam kłopot, on trochę mi nigdy nie leżał, więc miałem obawy ze mi album nie podejdzie. I nie podszedł. Może kiedys do niego wrócę. Ale chyba nieprędko.

    • I dobrze ze sie różnimy;) Próbowałem sie do tej płyty przekonać, ale sie nie udało.

      Propozycja? No jak zwykle bedzie niszowo, miałem dać cos normalniejszego, bardziej mainstreamowego, ale nagle cos mi wpadło w ręce, więc posłuchajmy:

      Spectrum Meets Captain Memphis – „Indian Giver”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s