Mamo, a Ringo to się zaćpał?

Byłem wczoraj na McCartneyu. Miałem nie iść, ale sobie potem pomyślałem, że będę żałował. Poszedłem i nie żałuje. Nastawiony byłem sceptycznie, posłuchałem jakiś tam koncertów Paula. Początek był chujowy, bo dźwięk na Narodowym niesie się nie tak jak powinien biorąc pod uwagę, że to koncert. Siedziałem dość daleko i dźwięk docierał do mnie później niż obraz. W związku z tym dość komicznie musiały brzmieć tam na scenie (albo dla dźwiękowców) te zabawy Paula z publicznością. Te wszystkie „zaśpiewajcie heeeejjooooo”. Publika śpiewa, ale przecież ta publika tuż przy scenie śpiewa od razu, a ta z tyłu śpiewa trochę później.

No dobra, ale to w sumie szczegół. Najlepsze było to, że Paul zagrał kawałki, których w ogóle się nie spodziewałem, a które uwielbiam, jak „Benefit of Mr Kite”, „Lovely Rita”, „Your Mother Should Know” i genialny, kompletnie schowany w tłumie niedocenianych kawałków Wingsów, closer płyty Band On The Run, „Nineteen Hundred and Eighty Five”.  Zawsze uwielbiałem Wings, nigdy nie wiedziałem dlaczego. Teraz wiem, te kawałki Wingsów mają niesamowity ogień na żywo, tam się im świetnie gra, bawią się tymi kawałkami ewidentnie mając z tego radochę. Chociażby takie „Live and Let Die”. Muzycznie tak ich tam poniosło. Niby wiedziałem czego się spodziewać, bo wersja podobna do tej z innych koncertów, które słyszałem, ale jednak na żywo wgniotła.

Kawałki Bitli Paul grał 1:1 i bardzo dobrze 😀

Publika najlepiej bawiła się przy „Obladi Oblada” i „Hey Jude”, ale to też było do przewidzenia. Przy tym pierwszym wszyscy zaczęli klaskać, cały stadion klaskał, zrobił się trochę burdel, bo to trudno tak w rytm klaskać, jeszcze dźwięk docierał do różnych miejsc z różną prędkością. No kurde, ludzie, może nie klaszczcie. Poza tym były jakieś flashmoby, jakieś karteczki „Hey Paul”, zorganizowana akcja. Nie brałem udziału, bo jestem socjopatą i mam alergię na ludzi. A obok mnie siedział koleś, który był jeszcze większym socjopatą, bo ani razu nie wstał i non stop patrzył na zegarek. Pewnie zawsze wolał Lennona. Albo co gorsza, Stonesów.

Paul grał prawie trzy godziny, niezły wynik, tym bardziej, że koncert pełna profeska, zero lekceważenia, wszystko dopięte na ostatni guzik. Akustyka na stadionie to sprawa stadionu, więc tu i tak było naprawdę nieźle. Początek słaby, a potem albo dźwiękowcy poprawili, albo ja przywykłem.

Wyszedłem z koncertu, przede mną wolnym krokiem rodzinka idzie, córka nastoletnia z rodzicami. No i ona pyta:

– Mamo, a Ringo się zaćpał, prawda?

– Nie wiem córeczko.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Mamo, a Ringo to się zaćpał?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s