Szare gwiazdy 

Przeżuwał śniadanie powoli. Jajecznica smakowała, ale jak zwykle nie był głodny. Było za wcześnie, nigdy nie czuł głodu o 6 rano. Wciąż przed oczami stawał mu wczorajszy dzień. Po bezcelowej wędrówce po wszystkich urzędach i pocztach był zmęczony. Stał więc w zatłoczonym wagonie metra. Przecież wystarczy, że wszyscy przesuną się po prostu do tyłu. Gdyby zostawili więcej miejsca przy drzwiach nie byłoby tak tłoczno. Ale tłumacz to ludziom. Stoją przy drzwiach ze spojrzeniem wlepionym w te swoje telefony. 
Wtedy wsiadł ten koleś. Wygląd inteligenta, okulary, marynarka, eleganckie buty, krawat zawiązany w sposób, który ma pewnie nazwę od imienia jakiegoś angielskiego lorda, co to wiązali krawaty nawet do piżamy. I oczywiście poszetka w brustaszy. Nienawidził tych słów, kojarzyły mu sie z brudną pochwą, a znał je z programów tv, w których jakiś pedał ubiera tych lalusiów. I różowe koszule z h&m, w rozmiarach dla miękkich pedałów. Żona ciagle oglądała te programy. Na przemian z tymi, w których nadpobudliwi frajerzy nakładali na talerzyk malutki kawałek kaczuszki, a na kaczuszce dżemik wiśniowy, a tuż obok brązowa polewa z cholera wie czego, układająca sie jak podpis. Och, ach, jakie to pyszne panie Oliwierze, jakie pan ma delikatne dłonie. 
Patrzył na kolesia z książką ze złością. Irytowało go to czytanie, to oscentacyjne robienie z siebie inteligenta. Patrzył jak typ rozgląda się po metrze z pretensją w oczach, bo przecież wszyscy siedzą, a on musi czytać na stojąco. „Następna stacja: Kabaty” rozległo się w głośnikach. Wtedy zauważył, jak typ z książeczką wpadł w lekką panikę. Haha, pewnie zapomniał wysiąść, albo pojechał nie w te stronę. W ferworze tłumu wysiadających ludzi już się nie powstrzymał, kopnął inteligenta w plecy. – Co ty kurwa robisz?! Pojebało cię?! – wykrzyknął typ z książką. – A no bo pan mnie popchnął! – wykrzyknął głośno, ale dość zachowawczo, za co od razu miał do siebie pretensje. Szybko uciekł bokiem, nie oglądając się za siebie i pobiegł w górę po schodach. Potem szybko na chodnik i w stronę delikatesów Żabka. Potem za Żabką od razu w lewo i w dróżkę między rząd drzew. Dopiero wtedy się obejrzał. Inteligent z książką szedł za nim. Pewnie chciał sprawdzić gdzie mieszka, dlatego za nim szedł. Teraz żałował, że zawsze brakowało mu odwagi ojca, który w maluchu woził drewnianą pałę właśnie na takie sytuacje. Sam widział, jak ojciec stłukł kiedyś jakiegoś pijaka, za to, że ten wszedł prosto na droge. Dochodził już do domu i fakt, typ z książką przystanął i patrzył gdzie wchodzi. Do której klatki. Trudno. Jutro możliwe, że problem się rozwiąże. 
– Co ty dzisiaj taki zamyślony? Dokończ już te jajka, bo musisz dzisiaj dzieciaki do szkoły wcześniej zawieźć. Aha, i wyprałam ci mundur, bo już te gwiazdy do cna poszarzaly – usłyszał z ust żony i popatrzył na czysty i wyprasowany policyjny mundur, z pięknymi bielutkimi gwiazdami komisarza. Westchnął, ubrał się, zabrał dzieci i wyszedł. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s